UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Z pamiętnika obywatela gorszego sortu"

Dzień siódmy (20.02.2016)

Cudowny plan gospodarczy ministra!

Jestem wzruszony! Minister gospodarki ogłosił plan gospodarczy. Wreszcie amerykański sen – od pucybuta do milionera – stanie się polskim snem. Plan ministra jest po prostu wspaniały i innowacyjny. Nie to co program gospodarczy Bolesław Bieruta z pierwszych lat komunizmu w Polsce. Ten brzmiał:

1. Szybki wzrost gospodarczy.

2. Uprzemysłowienie i budowa wielkich państwowych molochów przemysłowych.

3. Poprawa warunków życia obywateli.

4. Budowa podstaw socjalizmu.

Ostatnim punktem tego planu gospodarczego, choć nie skonkretyzowanym w dokumentach, było:

Wszyscy muszą zacisnąć pasa i brać się do roboty, po zniszczeniach wojennych, a już niebawem prześcigniemy Zachód.

Plan gospodarczy obecnego ministra różni się zasadniczo od planu Bieruta.

1. Wyjście z pułapki średniego wzrostu i przyspieszenie wzrostu gospodarczego.

2. Uprzemysłowienie i budowa wielkich państwowych molochów przemysłowych.

3. Poprawa warunków życia.

4. Budowa podstaw IV Rzeczypospolitej.

Ostatnim punktem planu ministra, choć nie skonkretyzowanym w dokumentach jest.

Wszyscy muszą zacisnąć pasa i brać się do roboty, po zniszczeniach jakie zostały dokonane po ośmiu latach rządzenia Platformy Obywatelskiej a za 15 lat osiągniemy pułap zarobków średniej europejskiej.

Prawda, że plan gospodarczy obecnego ministra znacząco różni się od tego z czasów Bolesława Bieruta? Nie dziwcie się więc mojemu wzruszeniu.

Od pucybuta do milionera

W związku z tak świetlaną przyszłością, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i udowodnić, że plan od pucybuta do milionera jest w Polsce możliwy. Wziąłem sobie do serca słowa ministra od gospodarki, który powiedział, że trzeba uruchomić swoje oszczędności. Wyjąłem wszystkie zaskórniaki, kupiłem trzy szczotki do butów, pastę, kilka ściereczek, a stołek i podstawkę pod buty wziąłem na kredyt, bo oszczędności nie wystarczyło.

Tak przygotowany ruszyłem na pryncypialną ulicę miasta, rozstawiłem oprzyrządowanie i czekałem na klientów. Interes ruszył z kopyta. Raz po raz ktoś podchodził, aby wyczyścić mu buty. I nagle usłyszałem za sobą głos…

- Czy ma pan szkolenie przeciwpożarowe?

- A po co? – spytałem niepewnie.

- Używa pan środków łatwopalnych. Skoro pan nie ma kara 500 zł.

Mandat został wypisany z terminem wpłaty do 7 dni.

Trochę się zmartwiłem, ale nie załamałem. Zabrałem się za czyszczenie kolejnego buta, gdy znów usłyszałem głos.

- Czy ma pan szkolenie BHP?

- A po co? – spytałem naiwnie.

- Pracuje pan z ludźmi. Musi mieć pan szkolenie BHP, żeby klientom nie zrobić krzywdy. Mandat 500 zł.

Wypisał i poszedł.

Potem przyszedł sanepid, inspekcja pracy i tak dalej i dalej. Wróciłem do domu z plikiem mandatów i kar na kwotę 1950 zł. Pomyślałem sobie, że każdy milioner miał na początku ciężko i poszedłem spać.

Następnego dnia zrobiłem wszystkie szkolenia. Szkolenie polegało na tym, że otrzymywałem książeczki z najróżniejszymi przepisami i zaleceniami, płaciłem jakieś horrendalne kwoty i byłem już po szkoleniu.

I znów ruszyłem na ulicę.

- Dzień dobry – miła pani uśmiechała się do mnie podstawiając mi pod nos czerwony pantofelek. Ostro wziąłem się do czyszczenia bucika, a gdy to zrobiłem i pobrałem opłatę miła pani wyjęła z torebki legitymację i oznajmiła, że jest z urzędu skarbowego, a w związku z tym, że nie mam kasy fiskalnej mandat 5000 zł. Myślałem, że ją piz…, ale jakoś się powstrzymałem, bo w kolejce stał mężczyzna z teczką. Ten nawet nie podstawił buta tylko od razu zażądał przedstawienia dowodów wpłat na ZUS.

Chciałem to wszystko rzucić, ale pomyślałem sobie, że przecież muszę zarobić na te wszystkie mandaty, kary, wpłaty obowiązkowe i inne haracze. Działałem dalej, do czasu gdy dwóch panów w mundurach straży miejskiej spacyfikowało mi stanowisko pucybuta twierdząc, że bez pozwolenia urzędu miasta nie wolno mi tu czyścić butów. Ze spuszczoną głową ruszyłem do magistratu, odnalazłem właściwy pokój i właściwego urzędnika. Przedstawiłem sprawę, po czym uzyskałem odpowiedź, że:

- W zasadzie w centrum miasta nie wolno panu czyścić butów. Mogę wydać panu zezwolenie na czyszczenie butów na przedmieściu.

- Ale tam nie będzie klientów – stwierdziłem zgodnie z prawdą.

- No to musi pan zadbać o reklamę – urzędnik odpowiedział rezolutnie, po czym zastanowił chwilę i dodał – no chyba, że chce pan koniecznie w centrum, to… - w tym momencie zaczął pocierał kciukiem o palec wskazujący i środkowy dając mi coś do zrozumienia.

Po krótkich negocjacjach dowiedziałem, że według światowych badań korupcja w Polsce znacząco spadła, bo urzędnicy nie biorą już 20 procent od umowy, a tylko 10 procent. Nie miałem takich pieniędzy i w ten sposób doszedłem od pucybuta do bankruta. Po prostu polski sen gospodarczy!

z0940 (24 kB)

Zobacz dzień ósmy

Zobacz wszystkie dni Z pamiętnika obywatela gorszego sortu

wielkie oko