UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Z pamiętnika obywatela gorszego sortu"

Dzień drugi

To był bardzo miły dzień. (27.01.2016)

Zostałem zaproszony do Ministerstwa Kultury na pogadankę edukacyjną, ale zanim tam dotarłem brałem udział w dziwnym zdarzeniu.

Wychodząc z domu, oparłem pałąk słuchawek na kości ciemieniowej i włączyłem odtwarzacz. W uszach zabrzmiał mi wybitny utwór wokalno-muzyczny zatytułowany „Jak ja was kurwy nienawidzę”. Pieśń śpiewał jakiś rockmen, ale jego nazwiska niepomne. Pamiętam tylko, że chyba ostatnio zdziecinniał, bo do nazwiska dodał sobie liczbę „15”, tak jakby chciał zwrócić uwagę, że ma piętnaście lat. Nieważne… W każdym razie „kurwy” są zalecane do słuchania przez Ministerstwo Kultury, przez rząd, a przede wszystkim przez Wielkiego Sortownika.

Gdy po raz trzeci przez moje gorsze mózgowe zwoje leciały „kurwy”, podbiegł do mnie jakiś Żyd. Naprawdę! Taki prawdziwy Żyd w chałacie, z mycką na głowie, z pejsami i brodą. Zastawił mi drogę i zaczął wciskać pieniądze do ręki.

- Masz 150 milionów złotych – mówił szeptem, niespokojnie się rozglądając, bacząc, by nikt nie zauważył, że stara się mnie obdarować. – Chodzi o to – mówił konfidencjonalnie - żebyś poparł, przystąpił i zrobił transparent, że jesteś razem z kotem.

- Jakim kotem? – zdziwiłem się.

Żyd spojrzał na mnie wymownie, ale rozumiejąc, że gorszy sort jest łatwy do zmanipulowania, wbił we mnie spojrzenie i zahipnotyzował, jak Rasputin carycę Aleksandrę Fiodorowną.

- Idź tam – wyciągnął przed siebie rękę niczym Lenin na pomniku – i manifestuj!

Byłem zmanipulowany, zahipnotyzowany a przede wszystkim miałem w dłoni 150 milionów złotych. Ruszyłem przed siebie tam, gdzie przekupny tłum stał i identyfikował się z kotem. I nagle mnie olśniło! Zrozumiałem! To wszystko na cześć kota Wielkiego Sortownika! Za tydzień też przyjdę, a potem za dwa i za trzy, i tak do czasu, aż ten wielkosortownikowy kot nie wyciągnie kopyt.

Byłem już spóźniony. Na szczęście ktoś zadzwonił, że podłożono bombę i musieliśmy się rozejść, zapalczywie dyskutując o tym, jakim cudownym człowiekiem jest Wielki Sortownik, bo posiada umiejętność integrowania ludzi i to bez względu na przekonania religijne i polityczne. Mało tego! Wielki sortownik mówił, że dzięki niemu będziemy opływać w bogactwo. I co? Kłamał? Nie! Przecież wciąż dzierżyłem w dłoni 150 milionów złotych. Nie jakichś tam euro, ale prawdziwych narodowych złotych! Po drodze zaszedłem do kiosku, żeby kupić papierosy. Za fajki zapłaciłem 120 milionów, za zapalniczkę 30 milionów i zostałem bez kasy. Ekonomiczny geniusz Wielkiego Sortownika jest zadziwiający. Tak poprowadził gospodarkę, że wartość pieniądza liczymy w milionach, a dzięki temu nawet ja i kioskarka zostaliśmy milionerami.

Nie dość, że do Ministerstwa Kultury dotarłem kilka minut po wyznaczonym czasie, to jeszcze na domiar złego na korytarzu spotkałem Jacka. No tego Jacka od bitwy pod Kurskiem. On kiedyś był lepszym sortem, potem gorszym, ale na szczęście się opanował i po nasmarowaniu wazeliną znów stał się lepszym sortem. Przywitaliśmy się i zamienili kilka słów.

- Co tu robisz? – spytałem.

- Jestem pełnomocnikiem ministra kultury do spraw ciemnego ludu. Będę ich oświecał.

- A ciemny lud to kupi?

- Jasne, że kupi, bo jest gł… - tu przerwał w pół słowa, gdyż minister Piotr Cenzurowski skinieniem ręki wezwał go do siebie.

Okazało się, że pogadanka edukacyjna jest opóźniona, ponieważ minister Piotr Cenzurowski, znany miłośnik teatru alternatywnego, musiał pomóc w reżyserowaniu sztuki. Sztuka była tak alternatywna, że tylko minister potrafił ją wyreżyserować.

Przy wejściu na sale wykładową powitały mnie znane i lubiane „kurwy” znanego i lubianego rockmena. Podobnie jak ja, tak i większość z obecnych po cichu nuciła pieśń. Minister Cenzurowski i Jacek od ciemnego ludu preferował murmurando. W końcu nastała cisza i rozpoczął się długo oczekiwany wykład.

- Już kilka lat temu, gdy wybrano mnie premierem technicznym, mówiłem, że rząd lepszego sortu, będzie rządem eksperckim. Dotrzymaliśmy słowa. W naszym rządzie są sami eksperci!

Minister Piotr Cenzurowski snuł wizje rewolucji kulturalnej, opowiadał o sztuce opartej na wartościach, ale niedosłyszałem na jakich i mówił, że najlepszy polski film, który właśnie powstaje, a na który nie było pieniędzy, ale teraz się znalazły, jest głównym kandydatem do Oscara, Złotych Lwów w Wenecji, Złotego Niedźwiedzia w Berlinie, Złotej Palmy w Cannes nie mówiąc już o Złotych Lwach w Gdyni. Na Sali zrobiło się tak złociście, że przypomniały mi się słowa Tadeusza Konwickiego, które napisał w książce „Mała Apokalipsa”.

z0940 (24 kB)

- Lękał się pan odpowiedzialności na własny rachunek – powiedziałem dopijając maślankę. – (…) Więc schował się pan za ikonostas partii, zasiadł pan w kolegiach, komitetach, rozparł się pan w fotelach dyrektorów i sekretarzy. Teraz pan rządzi, a inni pracują. Teraz cenzuruje pan cudze teksty. Teraz jest pan gnuśnym, leniwym, złym bogiem utalentowanych kolegów.

Starałem się przypomnieć, kiedy Tadeusz Konwicki napisał te słowa. Tak! To był rok 1979! Spojrzałem na ministra. Przypominał mi kogoś sprzed 36 lat.

Zobacz dzień trzeci

Zobacz wszystkie dni Z pamiętnika obywatela gorszego sortu