UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 31

- Jak masz na imię? Na mnie mówią Benio, a jak wydaje im się wydaję, że nie słyszę to Walnięty Benio – zaśmiał się sam do siebie. - A ty jak masz na imię?

- Dorota... mam… na imię…

Benio przestał przygotowywać ucztę. Poszedł do sypialni, usiadł obok kobiety i po chwili wahania swoją dłoń położył na jej piersi. Odskoczyła w sam róg baraku mając wrażenie, że ta dłoń jest rozpalonym zarzewiem i że jeśli pozwoli na to, to spłonie.

- Nie bój się. Nic złego ci nie zrobię. No chodź…

Niepewnie, bez zbytniej wiary w usłyszane słowa przesuwała się do środka legowiska. Gdy już tam była Walnięty Benio chwycił ją za przegub ręki, przyciągnął do siebie, obezwładnił ciężarem własnego ciała i zaczął całować. Dorota broniła się, biła go pięściami po plecach, kopała nogami gdzie popadnie, a Benio zdegustowany takim zachowaniem uwolnił ją od swych zalotów.

- Ty chyba naprawdę jesteś święta – powiedział ironicznie. – Po co tu przyszłaś? Myślałem, że tego chcesz!

- Chce mi się jeść.

- Na jedzenie trzeba zarobić! – i znowu mocno przyciągnął ją do siebie. Tym razem nie broniła się, ale spojrzenie którym go obdarowała, przeszywające, ostre, pełne pogardy wystarczyło, by odstąpił od agresji.

- Chodź jeść. W łóżku nie jemy.

Usiedli na krzesłach z cegieł przy stole. Benio brudną dłonią oczyszczał chleb z pleśni i podawał Dorocie. Jadła ze smakiem popijając jakimś napojem, który wcześniej był mocno gazowany, a teraz smakował jak woda z jakimś mało smacznym dodatkiem. Spod legowiska wyszedł szczur i jak pies oczekujący na resztki z talerzy, stał i czekał na swoją kolej. Benio rzucił mu kawałek bułki.

- To jest Walnięty Benio Dwa – wskazał na gryzonia. – Ja go karmię, a on nie wpuszcza tu innych szczurów. I mam spokój. Kiedyś widziałem, jak jakiś obcy się tu zakradł a ten go pogonił. Dobry, Benio, dobry – i mówiąc to ponownie rzucił kawałek chleba.

- Chcesz trochę wódki? – tym razem wzrok skierował na kobietę.

- Wódki… - nie było to ani stwierdzenie, ani pytanie. Dorota zastanawiała się czy to słowo kiedyś słyszała, ale nie mogła sobie przypomnieć.

z0940 (24 kB)

- No wódki! Chcesz!? – wyjął z kieszeni spodni butelkę, odkręcił zakrętkę i postawił na stole. – No masz. Napij się.

Przystawiła butelkę do ust przechylając ją jakby w środku była woda. Pierwszy łyk niczym nie różnił się od innych łyków. Nie zdążyła poczuć smaku. Drugi łyk był zaskoczeniem. W przełyku poczuła ogień. Trzeci łyk był odrzuceniem. Zrozumiała, że Benio chce ja otruć. Odrzuciła butelkę na podłogę, a ta tocząc się powoli pozbywała się zawartości.

- Co ty robisz!? Zwariowałaś!? – dwoma susami doskoczył do butelki, by ratować to, co jeszcze uda się uratować.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +