UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 30

Poczuła szarpnięcie za ramię.

- Dokąd idziesz?

Człowiek znad kosza na śmieci zadał pytanie, na które nie tylko ona, ale nikt inny nie znał odpowiedzi. Po chwili oczekiwania spytał ponownie.

- Głupia jesteś?

- … Głupia jestem – odpowiedziała.

- Ty naprawdę głupia jesteś…

- … Naprawdę głupia jestem… - powtarzała, wciąż ucząc się wymawiać słowa. – Jeść mi się chce – dodała cicho, nieśmiało.

Nieznajomy przyjrzał się Dorocie tak jak spogląda mężczyzna na kobietę.

- Chodź…

Nie zareagowała.

- No chodź. Idziemy. – wziął ją za rękę i pociągnął za sobą.

Poszła.

Skręcili w boczną ulicę, potem w boczną tej bocznej i jeszcze boczną. Dorota zauważyła, że zbliżają się do domu jej matki.

- Nie, nie chcę – poprosiła.

- No chodź, przestań się wygłupiać.

Starsza kobieta stała tuż za zamkniętą furtką i patrzyła w przestrzeń. A może na kogoś czekała?

- Ona jest święta! – krzyknęła w kierunku pary obdartusów. – To jest święta Dorota!

Mężczyzna znad kosza na śmieci nie zwrócił na ten krzyk uwagi, ale jego współtowarzyszka zaczęła biec.

- Gdzie biegniesz wariatko?! Zaczekaj!

Zatrzymała się i zaczekała. Szli jeszcze kilkanaście minut, aż wreszcie znaleźli się przy starym kamieniołomie. Stał tam opuszczony barak, który mężczyzna znad kosza przejął w samowładne użytkowanie.

Wewnątrz panował półmrok. Z jednej strony leżały puste butelki, puszki po piwie i trochę żelastwa. Po drugiej było coś w rodzaju sypialni. Legowisko wykonane z dużej ilości starych ubrań i kilku mocno zużytych koców wydawało się dosyć wygodne. Na środku stał stół - gruba sklejka położona na cegłach.

- Usiądź tam – wskazał na sypialnię.

z0940 (24 kB)

Kobieta poczuła zmęczenie. Nagle, całkiem niespodziewanie. To legowisko było tym czego było jej trzeba. Nie tylko usiadła, ale się położyła. Obserwowała, jak mężczyzna opróżnia reklamówkę ze skarbów, które znalazł w śmietnikach, potem wyjmuje z drugiej reklamówki kawałki chleba, bułek, nieopróżnione do końca butelki z najróżniejszymi napojami. Wszystko stawiał na stole i szykował ucztę. Coś ją rozproszyło. Jakieś stworzenie dreptało po jej łydce, mijając kolano i udo przeszło przez brzuch i zatrzymało się tuż przy twarzy kobiety. Ona i szczur. Oboje zdziwieni swoją obecnością. Bez zbytniej gwałtowności wyciągnęła rękę i pogłaskała gryzonia. Ten jakby dziękując za miły gest poruszał wąsami. Mężczyzna zauważył tę scenę i tupiąc, machając rękami krzyknął.

- Uciekaj stąd!

Szczur czmychnął chowając się pod sterty ubrań.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +