UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 28

Widok był niezwykły. Dwie kobiety jakby zatrzymane w kadrze, stały naprzeciwko siebie. Ostrze niemal wbite w ciało jednej z nich, a jedyny ruch jaki można było dostrzec, to łzy spływające po obu twarzach. Łzy, które były takie same, a jakże inne. Po jednej stronie łzy Doroty, bezsilne, nieumiejące odnaleźć własnej drogi, zagubione. Po drugiej łzy przerażenia, rozpaczy, pożegnania. Gdy skapywały na drewnianą podłogę i wnikały w nią, nie można było ich odróżnić. Lecz gdyby padły na twoją dłoń poczułbyś, że różnią się ciężarem. Poczułbyś też, że jedne były ciepłe, a drugie zimne.

Młoda kobieta rozluźniła palce dłoni. Nóż wypadł z ręki i wbił się w podłogowe deski. Starsza, nabrała głęboko powietrza do płuc, a potem zwolna je wypuszczając klęknęła przed córką. Dotykając czołem jej stóp, słowami oddawała hołd.

- Ty jesteś święta… naprawdę święta… spełniło się moje marzenie. Wybacz mnie grzesznej… wybacz. Módl się do pana Boga naszego, módl się… Wyjednaj mi łaskę… Pozwól mi dostąpić królestwa niebieskiego… Ty jesteś święta nad świętymi…

Dorota przez jakiś czas przysłuchiwała się prośbom patrząc przed siebie. W końcu schyliła głowę, przykucnęła i biorąc pod ramiona matkę podniosła ją w ten sposób, jak podnosi się człowieka strapionego i nieszczęśliwego. Zrobiła pół kroku do tyłu i z całej dostępnej jej siły uderzyła matkę w twarz.

- Tak. Jestem święta. Zobacz jaka jestem święta. – mówiła z trudem lecz starała się niezwykle dokładnie artykułować każde słowo. Odczuwała zdziwienie, że myśli tak łatwo można przemieniać w słowa.


Większość ludzi nie zmienia się przez całe życie. Zmieniają poglądy, stają się bardziej liberalni lub bardziej konserwatywni niż dotychczas, odrzucają dawne marzenia, a pozyskują nowe, ale w gruncie rzeczy się nie zmieniają. Są jednak i tacy, którzy pod wpływem doznań duchowych, bólu, objawień, tęsknoty, presji otoczenia i innych czynników zmieniają się diametralnie. A może jednak się nie zmieniają? Może to coś zawsze w nich było i wcześniej czy później musiało się uzewnętrznić? Tak czy inaczej w ciągu kilkunastu ostatnich godzin Dorota stała się innym człowiekiem. W jakiś przedziwny sposób zaczęła dostrzegać znacznie więcej niż dotychczas. Miała wrażenie, że właśnie obudziła się z jakiegoś snu trwającego od tysiąca lat, a zastana po przebudzeniu rzeczywistość jest jeszcze większym koszmarem niż ten, który tak długo śniła.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +