UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 27

Dziesiątej nocy odzyskała świadomość. Siadła na łóżku i jakby nie wiedząc, gdzie się znajduje rozglądała po ciemnym pokoju. Czuła się silna. Bolała ją tylko głowa. Ból był intensywny, pulsujący, co chwilę zmieniający odbiór rzeczywistości. Jednocześnie ten ból sprawiał jej masochistyczną przyjemność. Zsunęła z rąk bandaże i wstała z łóżka. Wyszła na zewnątrz. Szła ku wyjściu. W szpitalnej koszuli z opatrunkiem na głowie i stopami zawiniętymi w bandaże wyglądała jak mara. Mijała kolejne drzwi, aż w końcu przez nikogo niezauważona doszła do tych ostatnich, które prowadziły poza teren lecznicy. Chociaż nie widziała tego miejsca od wielu lat od razu je poznała. Jej rodzinny dom znajdował się trzy przecznice stąd.

Trudno jednoznacznie określić stan umysłu Doroty. Nie wiadomo czy było to działanie przemyślane czy instynktowne, lecz najkrótszą drogą ruszyła do domu. Nieliczni nocni przechodnie mijali kobietę ze zdziwieniem, niektórzy ze strachem, jeszcze inni z odrazą. Ktoś się zatrzymał i spytał czy nie potrzebuje pomocy. Nie zareagowała. Przechodzień wyjął z kieszeni telefon i gdzieś zadzwonił. Kobieta skręciła w boczną uliczkę i zatrzymała się przed zardzewiałą furtką. Skrzypnęła przy otwieraniu. Obeszła stary drewniany dom i stanęła przed piwnicznym okienkiem, w którym odkąd pamiętała zamiast szyby była pilśniowa płyta. Uklękła przed tym okienkiem i pchnęła osłonę. Ta ustąpiła wpadając do pomieszczenia. Dorota wsunęła głowę do wnętrza i wężowym ruchem przemieszczała się do przodu. W chwili, gdy środek ciężkości znalazł się poza okienną ramą wpadła do piwnicy. Mogło się zdawać, że po raz kolejny będzie potrzebowała lekarskiej pomocy. Upadek był co prawda dość spektakularny, ale nie spowodował obrażeń. Być może dlatego, że upadając, kobieta nie wykonywała żadnych obronnych, a nieskoordynowanych ruchów. Do piwnicy wpadła całkowicie bezwładnie.

Gdy wstała rozejrzała się wokół siebie. Panująca tam ciemność nie pozwalała dostrzec szczegółów, ale ona miała je wryte w umysł. Wystarczyło, że zrobiła dwa kroki, wyciągnęła rękę i dotknęła starego kredensu wstawionego tu prawdopodobnie jeszcze przed jej urodzeniem. Kolejne kroki i kolejne sprzęty. Nic się tu nie zmieniło od czasu, gdy była dzieckiem. Przeszła do przeciwległej ściany piwnicznego pomieszczenia i zatrzymała się kilka centymetrów przed rozpadają się kanapą. Tak jak ślepiec poszukujący oparcia wyciągnęła przed siebie ręce i położyła je na wilgotnym, na wpół zbutwiałym obiciu. Delikatnie, jakby bojąc wywołać hałasu, położyła się. Przyjęła embrionalną pozycję. Zasnęła.

Obudził ją krzyk matki.

- Ja nie mam żadnej córki! – przekonywała kogoś. – Moja córka umarła! Proszę dać mi spokój! Ja nie mam żadnej córki!

Jakaś nieznana osoba chciała coś powiedzieć, wytłumaczyć, ale starsza kobieta wciąż wykrzykiwała powtarzając te same zdania.

z0940 (24 kB)

Dorota wstała i skierowała się ku schodom. Drzwi piwnicy były otwarte. Przeszła do pokoju i siadła w fotelu. Chwilę później weszła matka. Zatrzymała się i patrzyła tak, jak patrzą ludzie, którzy są świadkami czegoś co nie mogło się zdarzyć, a jednak się zdarzyło. Spoglądały na siebie bez słowa. Dorota wstała z fotela i nie zwracając uwagi na to, że drzwi są zasłonięte przez rodzicielkę, przecisnęła się między futryną, a nią. Z zapuszczonego kuchennego blatu wzięła nóż. Podeszła do matki i zamierzyła się na nią, tak jakby chciała ją ugodzić i zabić. Tak. Chciała zabić. Dłoń z nożem przemierzyła kilkudziesięciocentymetrowy odcinek zatrzymując się tuż przed piersią osłupiałej kobiety

.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +