UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 24

Po kilku chwilach kaplica wypełniła się zakonnicami. Wszystkie stały w pewnym oddaleniu i przyglądały się dziwnemu zachowaniu swojej siostry. Będąca na samym przedzie siostra przełożona krzyknęła:

- To jest profanacja! Przestań!

Te słowa wystarczyły, by szalona kobieta zaprzestała swoich działań. Odwróciła się i zaczęła powoli iść ku innym mniszkom, by po kilku krokach zatrzymać się na granicy ołtarza i głównej nawy. Tak stojąc, wyciągnęła przed siebie ręce ukazując poranione dłonie.

- Powiedzcie mojej mamie. Wróciły…, już znowu są… - mówiła cicho, z trudem, tak jak mówi człowiek, który wypowiada swoje ostatnie słowa na łożu śmierci. Upadła bezwładnie, uderzając głową o posadzkę z taką siłą, że echo poniosło to uderzenie po kaplicy. Z jednej z poranionych stóp krew sączyła się z wielką siłą. Życie uchodziło przez uszkodzoną tętnicę.


Przytomność odzyskała trzy dni później. Leżała w małej, jednoosobowej szpitalnej sali. Była bardzo słaba, ale nie na tyle słaba, by nie podnieść rąk i ujrzeć ich w bandażach. W pierwszym odruchu chciała je zerwać, ale na czynność wymagającą tak wiele energii zabrakło sił. Ciesząc się bólem, który odczuwała, martwiła się, że ten ból nie jest jeszcze silniejszy. Wszystko co stało się tak niedawno powróciło do jej pamięci. Wszystkie fakty wbiły się w umysł i teraz szczegół po szczególe przemierzały jaźń kobiety. Miała również pełną świadomość przyczyn tych faktów - grzech, którym według niej miała być niewdzięczność wobec matki i pokuta, która musiała być bolesna. To był jedyny sposób, by oddalić od siebie widmo piekła. Musiała to zrobić.

- Dzień dobry – na salę szpitalną weszła pielęgniarka. – Widzę, że już czuje się pani dobrze – dodała i zbliżyła się by zmienić pojemnik z lekiem spływającym przez rurkę kroplówki.

z0940 (24 kB)

Dorota chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała jak się rozmawia z ludźmi. Znając słowa, umiejąc budować proste zdania nie potrafiła ich wyartykułować. Chwilę później wyglądająca na zadowoloną z życia pielęgniarka wyszła z sali, a chora zaczęła się uczyć prośby: „ja chcę wrócić do klasztoru”. Najpierw to zdanie powtarzała w myślach. Po wielokroć do chwili, aż odważyła się powiedzieć to szeptem. Potem coraz głośniej i głośniej, aż w końcu po szpitalnym korytarzu rozległ się krzyk.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +