UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 23

- Jesteście sługami szatana – wykrzykiwała. – Opamiętajcie się! Nie jest jeszcze za późno! Opamiętajcie się!

Po tej awanturze Dorota zaczęła zadawać pytania. Nie mieściło jej się w głowie, że człowiek uważany przez nią prawie za uosobienie boskości, a co najmniej istotę ludzką, która z Bogiem rozmawia i otrzymuje od niego instrukcje, kwestionuje słowa matki.

- Mamusiu, a może ja jednak nie jestem święta, jak święta Dorota z Mątowów?

- Co ty w ogóle mówisz?! – krzyczała matka.

- Bo przecież biskup...

- To nie jest żaden biskup! To szatan, co przebrał się za biskupa i tak miesza ludziom w głowach, żeby oddawali jemu cześć.


Nie czuła żalu do matki, że ta wyszła bez słowa. Rozumiała ją.

„Zgrzeszyłam. Nie wiem jak, ale zgrzeszyłam. Gdybym nie była grzeszną, to mama, by mnie nie opuściła…”

Rozpłakała się. Szybkim krokiem, a potem biegiem, przytrzymując habit rękami, by ten jej nie hamował przed dotarciem do celu, podążała ku kaplicy. Rzuciła się na posadzkę i leżąc krzyżem powtarzała: „Boże wybacz mnie grzesznej, Boże wybacz mnie grzesznej”. Leżała cały dzień. Nawet podczas wieczornej mszy świętej nikt nie miał sumienia przeszkadzać jej w modlitwie.

- Siostro…, siostro… - usłyszała głos jednej z zakonnic. - Czas na wieczorny posiłek.

Wstawała z trudem. Wychłodzone zimnem kamiennej posadzki i brakiem ruchu mięśnie zesztywniały. Każdy ruch powodował ból. Jej blada, na wpółprzytomna twarz kontrastowała ze światłem oczu. Te błyszczały życiem, wiarą, niezachwianym przekonaniem, że każdy grzech można zmyć pokutą. Zaczęła iść w stronę ołtarza. Powoli, dostojnie, wyprostowana i z głową uniesioną nienaturalnie wysoko. Zbliżyła się do krzyża i wysoko uniosła ręce w geście chwały. Nagle, najpierw jedną dłonią, potem drugą zaczęła uderzać w wystające gwoździe znajdujące się na rękach figury Chrystusa. Raz po raz. Coraz mocniej i mocniej. Tworzyły się coraz większe rany. Krew spływała po przedramionach, częściowo skapując na posadzkę, a częściowo płynęła dalej aż do ramion i chowała się pod habitem. Krzyż ociekał krwią, a kobieta wciąż kaleczyła ręce.

Zakonnica, która przyszła prosić Dorotę na kolację, stała w całkowitym bezruchu. Nie wiedziała czy powinna odciągnąć siostrę od krzyża, czy wołać o ratunek. Dopiero wtedy, gdy krzyż pod wpływem uderzeń runął na podłogę i głuchym echem odbijał od sklepienia dźwięk upadku, ocknęła się i pobiegła by sprowadzić pomoc.

z0940 (24 kB)

Tymczasem Dorota zdjęła sandały i mogło się wydawać, że stopą dobija gwóźdź znajdujący się w nogach ukrzyżowanego. Krew trysnęła z wielką siłą, ale kobieta na nic nie zważała. Wciąż kaleczyła swoje ciało.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +