UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 22

- Szczęść Boże księże biskupie... – podeszła do mężczyzny i zamiast w pierścień ucałowała go w dłoń.

- Szczęść Boże - odpowiedział biskup odsuwając rękę od ust kobiety.

- Oto moja córka – wskazała na Dorotę. – Ona jest święta i tak sobie pomyślałam, że za pozwoleniem księdza biskupa powinna nawracać bezbożników.

- Jak to święta? – w głosie biskupa dało się wyczuć irytację.

- Tak! Święta! – głowę zwróciła ku córce. - Dorota pokaż jezusowe rany...

Dziewczyna zaczęła odwijać bandaże i po chwili ukazały się poranione dłonie. Wyciągnęła je przed siebie, by biskup mógł je obejrzeć.

- Podejdź tu do mnie – poprosił. – Jak masz na imię? Dorota? Ach tak Dorota. Pokaż swoje ręce. Przyglądał się z uwagą jątrzącym się ranom. W końcu spojrzał dziewczynie w oczy i spytał.

- Skąd ci się to wzięło?

- Mama mówi, że to stygmaty... takie rany co to...

- Ja wiem co to są stygmaty – przerwał biskup i zwrócił się do starszej z kobiet. – Była pani z tym u lekarza?

- U lekarza? – zdziwiła się. – Przecież to rany Jezusowe. Czy ksiądz biskup tego nie widzi? Stygmaty! – z każdą chwilą mówiła coraz głośniej.

- To nie są stygmaty... to...

- Co ksiądz biskup mówi! – weszła w słowo. – To są stygmaty, a moja córka jest święta i nawet biskup powinien oddawać jej należną część! Dorota jest wybrana, by zaświadczać o prawdzie...

- Proszę nie krzyczeć i iść z córką do lekarza, bo w końcu jakiegoś zakażenia dostanie, albo i co gorszego.

Nastała cisza. Taka cisza, która znaczy się nadchodzącym wybuchem. Cisza, która sprawia, że wszyscy obecni są przekonani, że za chwilę wydarzy się coś, czego w żaden sposób nie będzie można odwrócić, zmienić, naprawić. Cisza krótkotrwała, ale wydająca się nieskończenie długa. Cisza, która jest oczekiwaniem na... W tym przypadku było to oczekiwanie na reakcje zdruzgotanej opinią biskupa kobiety. Wzięła do ręki sporych rozmiarów drewniany krzyż, który wisiał na jej szyi, wyciągnęła w kierunku księdza i zaczęła mówić. Powoli, bardzo wyraźnie, akcentując każde słowo, jakby ta chwila miała odznaczyć się blizną na każdym z obecnych.

- Ja, matka świętej Doroty, przeklinam cię szatanie! Ja, matka świętej Doroty, przeklinam cię szatanie. Ja, matka świętej Doroty, przeklinam Cię szatanie po raz trzeci. Szatanie! – krzyknęła z całych sił. – Zrzuć ten strój biskupi, bo nie jesteś godny. Szatanie, niech cię piekło pochłonie!

z0940 (24 kB)

Biskup stał w osłupieniu, a Dorota będąca pod chorobliwym wpływem matki uważała, że to co się dzieje jest normalne, bo matka wie co robi i zawsze ma rację. Tymczasem krzyki zaalarmowały innych księży, którzy przybiegli zobaczyć co się dzieje. Zrobił się spory harmider. Dwóch mężczyzn w sutannach najpierw prosiło, aby kobieta wyszła, ale ta w dalszym ciągu przeklinała. Wzięli ją więc pod pachy i zaczęli wynosić.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +