UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział III - Dorota

strona 19

- Szczęść Boże mamusiu – powiedziała na widok matki siedzącej w rozmównicy. Podeszła do niej i ucałowała jej dłoń. Twarz starszej kobiety nie okazywała wzruszeń. Nie było na niej ani cienia radości, ani uśmiechu, ani tkliwej łzy. Nie wstając z krzesła odpowiedziała:

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica.

- Na wieki wieków, amen.

Starsza kobieta spoglądała na córkę z coraz większą podejrzliwością. Wzięła jej dłonie w swoje i przyglądała się bliznom, które kiedyś były stygmatami. Po dłuższej chwili suchym, jak trzaskające w ogniu drzewo głosem, powiedziała.

- Zdejmij sandały...

Dorota spełniła prośbę matki i stojąc boso na kamiennej podłodze czekała na to co się wydarzy. Tymczasem kobieta niewzruszenie siedząc na krześle wpatrywała się w nagie stopy córki. Nagle wstała i zaczęła się kierować ku drzwiom rozmównicy. Tuż przed nimi zatrzymała się, odwróciła i rzekła.

- Gdzie twoje rany? Jezusowe rany! Straciłaś stygmaty... Bóg Cię opuścił... – wydawało się, że chce jeszcze coś powiedzieć, ale tylko otworzyła ciężkie, opatrzone metalowymi sztabami drzwi i wyszła nie oglądając się za siebie.

Dorota poczuła ulgę, która przeszła w zdziwienie, ponieważ zdała sobie sprawę, że przez 5 lat w klasztornej celi nigdy nie wspominała matki. Modliła się za nią, prosiła Boga, by trzymał ją przy zdrowiu, ale nigdy o niej nie myślała, nigdy nie wspominała dzieciństwa. Dzisiaj, teraz, przez jej jaźń przewijały się obrazy.

Ojca nie miała, a matka nigdy o nim nie mówiła. W najdalszych zakamarkach pamięci odnajdywała tę chwilę, gdy spytała o tatusia. Pytanie to okupiła długim pobytem w piwnicy. Bez okien, ciemnej piwnicy. Nie potrafiła sobie przypomnieć jak długo tam przebywała, ale od tej pory wiedziała jedno: o tatusia pytać nie wolno.

z0940 (24 kB)

Piwnica była dla Doroty miejscem częstego przebywania. Musiała tam wchodzić nie za karę, a tak po prostu. Matka zamykała ją na wiele godzin. Miała trzy, może cztery lata, gdy w świadomość dziecka została wtłoczona obsesyjna myśl.

- Mamusiu – spytała. – Dlaczego ja muszę siedzieć w piwnicy? Mamusiu ja się boję...

- Nie bój się Dorotko. Nie bój, ja pójdę z Tobą.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +