UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział II - Alicja

strona 15

- Cześć Alu, zapraszam cię do mojego kawalerskiego królestwa. - Robert objął kobietę w przyjacielskim geście.

- Zrobię sobie herbaty - powiedziała i poszła do kuchni. - Tobie też? - spytała.

Po chwili wróciła do pokoju trzymając dwie szklanki napełnione naparem. Postawiła je na stoliku, a sama siadła w fotelu naprzeciw gospodarza. Przez dłuższą chwilę milczała. Robert na tyle dobrze znał Alicję, że nie starał się wydobyć z niej co ją gnębi. Wiedział, że jeśli będzie chciała się zwierzyć, zrobi to.

- Przepraszam cię na sekundę, skorzystam z łazienki.

Wyszła z pokoju, z zasępioną twarzą i spuszczoną głową. Gdy ponownie stanęła w drzwiach była naga.

- Alu... - Robert nie mógł ukryć zaskoczenia.

- Jeśli jesteś moim przyjacielem zróbmy to. Ten jeden raz. Proszę cię, tylko ten jeden raz.

- Ależ Aluniu, a Jarek? Przecież..., Alu nie możemy...

***

- Czy tego chciałaś? Naprawdę tego chciałaś? - spytał Robert tuż po ostatnim uniesieniu.

- Tak. - odpowiedziała. - Chciałam tego, teraz wiem...

Czuła, że wylewa się z niej spuścizna Roberta, jednak nie poszła się umyć. Szybko nałożyła ubranie i bez słowa pożegnania opuściła dom przyjaciela. Gdy dotarła do swego mieszkania, natychmiast rozebrała się, ubranie wsadziła do pralki po czym weszła pod prysznic.

- To jednak ja jestem chora - myślała. - To ja nie potrafię... Po co ja do niego poszłam. Nie... nie, gdybym tego nie zrobiła, to nie widziałabym, że jestem zimna. Nic nie czułam, nic nie czułam. Było tak samo, jak z Jarkiem...

Kepis wrócił do domu późno. W rękach trzymał pęk kwiatów. Podszedł do siedzącej w kuchni Alicji.

- Przepraszam cię Alu. Zachowałem się jak ostatni cham. Długo zastanawiałem się nad tym, co powiedziałaś i nie jestem pewien czy to twoja wina, że nie jest ci tak dobrze, jak być powinno. Może to ja nie potrafię...

Jarek przerwał. Brakowało mu słów, a może bał się, usłyszeć z własnych ust, że nie potrafi zaspokoić własnej żony. Siadł naprzeciw Alicji i spojrzał jej w oczy.

- Nie, to nie twoja wina... - powiedziała. - Wiem... wiem to na pewno...

- Kochanie nie zadręczaj się. Skąd możesz wiedzieć. Pójdziemy do lekarza i zobaczymy. Może przepisze nam jakąś terapię. Może...

z0940 (24 kB)

- Wiem, że to moja wina - w pół zdania przerwała mężowi. - Nie mogłam już wytrzymać i musiałam sprawdzić. Musiałam sprawdzić czy jestem rzeczywiście taka zimna. Zdradziłam cię... dzisiaj...

Ostatnie słowa Alicja, jakby wycedziła przez zęby. W słowach tych dał się słyszeć strach przed reakcją męża, jak również nadzieję, że zrozumie jej postępek, a zarazem doceni odwagę jaką się wykazała wyznając swe wiarołomstwo.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +