UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział II - Alicja

strona 12

Ten pejzaż dzieciństwa ukrytego przed złym światem, we wspomnieniach Alicji zakłócał nieostry obraz czegoś nikczemnego. Często myślała o tym co mogło się wtedy przydarzyć, ale pamięć nie pozwalała dotrzeć do tych wspomnień. To było tak dawno. Miała 9, a może 10 lat. Ojciec kazał przypilnować krów na łące. Szła polną drogą. Odwróciła się i zobaczyła obcego mężczyznę jadącego na rowerze. Nagle poczuła ból i wydało jej się, że słońce zachodzi, że zasypia. Jakby nagle, ktoś wyłączył ją z życia. Potem ujrzała ojca. Niósł ją na rękach i płakał, jak bardzo płakał. Nigdy wcześniej, ani później nie widziała łez na ojcowskich policzkach. A wtedy po prostu łkał. Natomiast ona czuła ból we wszystkich jego odcieniach - palił, gryzł, drapał, ciął, wrzynał się, szarpał i uderzał. Ojciec nigdy jej nie powiedział, co stało się tamtego dnia.

Sygnał telefonu wyrwał ją z zamyślenia.

- Słucham?

- To ja - poznała głos Roberta. - Mam dla ciebie złe wiadomości. Przed Chwilą dzwonił do mnie mój przyjaciel z kliniki...

- I Co? - spytała spokojnie.

- Badania wypadły fatalnie. Mój przyjaciel daje wam jeden procent szans na zapłodnienie pozaustrojowe. To trochę za mało, żeby podejmować próby. I ty, i Jarek... macie poważne zaburzenia. Żeby chociaż jedno z was było zdrowe. Mój przyjaciel powiedział, że jak się uprzecie, to on podejmie się próby zapłodnienia in vitro, ale...

- Nie, nie - Alicja nie wykazywała oznak zdenerwowania, choć własne dziecko było jej największym pragnieniem. - Nie będziemy próbować. Dziękuje. Jestem, Ci bardzo wdzięczna.

Odłożyła słuchawkę i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się głęboko. Rozpacz, jak papierosowy dym wnikała do wnętrza ciała, zawisła pod sufitem i pełzała w powietrzu dziwnymi stworami.

z0940 (24 kB)

„Będziemy mieli dzieci, dużo dzieci”. We wnętrzu jaźni dudniły słowa Jarka. „Najwyżej pięcioro” odpowiadała ze śmiechem. Wtedy byli młodzi i marzyli o własnej rodzinie, wiecznej miłości, gromadce dzieci, wspólnych wycieczkach, niedzielnych obiadach. Wszystko ułożyło się nie tak. Alicja była na drugim roku studiów, gdy poznała Jarka. Prawie natychmiast rzucili się ku sobie. Słyszeli śpiew własnych dusz i czuli wspólny rytm życia. Myśleli tak samo, lubili te same zabawy, uczyli się tego samego, nawet upodobania kulinarne mieli podobne. Różniło ich jedno - podejście do seksu. On młody chłopak, pełen wigoru, chciał się kochać. Codziennie, dwa razy dziennie, trzy razy dziennie, bez względu na miejsce i czas. Ona oddawała mu się częściej niż miała na to ochotę, ale i tak zbyt rzadko, jak na jego potrzeby. Miłość była jednak ponad wszystko.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +