UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział I - Joanna

strona 10

- Nie... to znaczy tak, ale potem nie... Joasiu, ja jestem dojrzałym facetem. Mam wiele grzechów na sumieniu. Jednak im dalej idę w życie, tym mniej rozumiem siebie i innych. Tak, chciałbym cię kochać, ale nie chciałbym cię skrzywdzić.

- Skrzywdzić? - zaśmiała się głośno i nienaturalnie - Ty wiesz ilu ja miałam takich jak ty? Nawet sama nie wiem! Jak chciałeś mnie pieprzyć, to czemu od razu nie powiedzia1eś. Chodź, idziemy...

- Joasiu. Przestań. Gdzie chcesz iść? Ja i tak nie wierze, że taka jesteś.

- To co? Boisz się? Zobacz! - pokazała na kilku młodzieńców siedzących kilka metrów od nich. - Jak nie ty, to któryś z nich. Hej, chłopaki - wrzasnęła – chcecie pociupciać?

- Joanna. Idziemy stąd! Natychmiast.

- A co ty jesteś mój anioł stróż? Odpieprz się!

Kepis chwycił dziewczynę w pasie i zarzucił na ramię niczym worek ziemniaków. Joanna krzyczała i bila go po plecach, ale ten nie brał tego do siebie.

- Uspokój się, to cię puszczę.

Uspokoiła się.

- Wiem, że jesteś rozgoryczona tym dzisiejszym zajściem, ale twoje zachowanie nic tu nie zmieni...

- Jarku, ja gdzieś się zagubiłam i nie wiem gdzie. Przychodzą takie chwile, że mam wszystkiego dość i najchętniej dołączyłabym do ojca i matki. Sama nie wiem, jak to się stało, że nie tracę nadziei. Chcę iść do ciebie...

Przez kotłownię, schody ewakuacyjne i chyłkiem przez korytarz weszli do sanatoryjnego pokoju Kepisa.

- Nie zapalaj światła poprosiła.

Po chwili na jej nagiej skórze odbijało się światło księżyca. Położyła się na dywanie i spoglądała jak Jarosław nerwowo zdejmuje ubranie. Nie mógł rozpiąć guzików u mankietów koszuli. Szarpnął i wyrwał je z kawałkiem materiału.

Był delikatny. Pieścił ciało Joanny, które stawało się coraz cieplejsze, jakby nieco wilgotne i bardziej żywe. Odczuwała przyjemność w tak bliskim obcowaniu z tym mężczyzną. Skupiała się na pieszczotach i oczekiwała rozkoszy. Bardzo chciała wykrzyczeć spełnienie, ale ono nie nadeszło.

- Mogę u ciebie zostać? Rano pomogę ci się spakować i odprowadzę cię na dworzec.

z0940 (24 kB)

Joanna wracała z dworca. Kepis na pożegnanie dał jej wizytówkę i pocałował w czoło. Płakała. Miniona noc zburzyła wyidealizowany obraz Jarosława. Nie dlatego, że choć kochali się nie potrafił wydobyć z niej czaru upojenia, lecz dlatego, że sam akt seksualny wydał się jej prostacki. Zdała sobie sprawę, że nie czuła do Kepisa, nawet pożądania. Omamił ją dobrocią, wewnętrzną energią oraz, jak jej się wydawało, mądrym i poważnym podejściem do życia. Był przecież niewiele młodszy od jej rodziców, a tak różny. Czuła się jak uczennica zgwałcona przez nauczyciela.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +