UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział I - Joanna

strona 9

Matka siedziała w kącie kuchni przyciskając Malwinę do piersi.

- Może pani wytłumaczy tej kobiecie, żeby oddała dziecko. To dla jej dobra. Policjant, dwie kobiety i mężczyzna z aparatem fotograficznym czekali na przebieg wypadków.

- Co pan tu pstryka! - krzyknęła Joanna.

- Jestem z gazety...

- Proszę wyjść - pokazała drogę odwrotu. - A państwo czego sobie życzą?

- Mamy postanowienie sądu rodzinnego o przekazaniu Malwiny Golonki do domu małego dziecka - poinformował policjant. - Proszę nam nie utrudniać zadania.

- Nie dam jej i koniec! - ryczała babka dziecka.

- Słyszał pan? Dziecko zostaje - dodała spokojnie Joanna.

- No cóż... - policjant przybliżył krótkofalówkę do ust. - Proszę o radiowóz… Mamy kłopot z wyegzekwowaniem postanowienia sądu…

Przyjechali jak do pożaru. Joannę zakuli w kajdanki, sprowadzili na podwórko i zamknęli w radiowozie. Przez otwarte okno słyszała matkę.

- Jezus Maria! Zostawcie dziecko! Wy kurwy jedne! Ratunku! Policja bije! Skurwysyny jedne. Ratunku! Zabiją mnie! Jezus Maria...

Krzyk starej kobiety zagłuszał płacz dziecka, które zostało wyrwane z jej objęć. Po kilku minutach wszyscy byli na podwórku.

- Joasiu, Joasiu... - krzyczała zapłakana dziewczynka niesiona przez przedstawicielkę domu dziecka.

- Zostawcie mnie skurwysyny, zostawcie mnie - wykrzykiwała stara kobieta.

- Pani jest wolna - policjant zdjął Joannie kajdanki. - Pani matkę zabieramy do izby wytrzeźwień.

Wróciła do mieszkania. W gardle czuła ból, a w duszy żal. Chciało się jej płakać, ale brakowało łez. Potężna cisza łomotała w głowie Joanny.

***

Joanna i Jarosław siedzieli w tej samej kawiarni pod niebem, co podczas ich pierwszego spotkania.

- Jutro wyjeżdżam - Jarosław Kepis rozpoczął przygotowania do pożegnania.

- Zabrali nam Malwinkę - odpowiedziała Joanna.

- Być może już nigdy się nie zobaczymy... – stwierdził trochę beznamiętnie.

z0940 (24 kB)

- Co ona jest winna, że życie jest takie skurwysyńsko popieprzone. Na przykład ty - spojrzała na Kepisa. - Przez tydzień opowiadasz mi dyrdymały i zastanawiasz ~ jakby tu mnie przelecieć. No powiedz, że nie, no powiedz…

Mężczyzna milczał. Nigdy wcześniej nie widział Joanny w takim nastroju.

- No przyznaj się, że chciałbyś się ze mną iść do łóżka i od samego początku ci o to chodziło.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +