UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział I - Joanna

strona 8

W tym momencie dziewczyna odczuła, że nadają jakby na tych samych falach. Rozmawiali przez kilka następnych godzin, a Joanna nie zdawała sobie sprawy z upływającego czasu.

Kepis wydawał się być szczery. Opowiadał o swojej żonie, o tym że jest nieszczęśliwy, gdyż ona nie może mieć dzieci. Zwierzył się że ich małżeństwo zawarte było z miłości, ale ta nie wiedzieć dlaczego i kiedy zdezerterowała. Mówił, też o marzeniach, o pięknie, o wstręcie do tych dla których jedyną wartością są pieniądze. Kepis uzmysławiał Joannie jej własne poglądy na życie, które dotąd czuła jedynie instynktownie, lecz nie potrafiła ich wyartykułować.

Była druga w nocy, gdy pocałował ją w rękę i spytał czy nie zechciałaby spotkać się z nim raz jeszcze.

- Dobrze, jutro o tej samej porze. Tylko nie wchodź na górę - odpowiedziała.

Na samą, myśl o Kepisie w Joannie drżała dusza. Miał w sobie to coś czego pragnęła całe życie. Gdy była w jego towarzystwie rzeczywistość zmieniała się w marzenie. Zapominała o wszystkich kłopotach życia. Otaczał ją, pierścieniem bezpieczeństwa.

Ojca znowu ktoś pobił. Miał posiniaczoną twarz i zakrwawiony nos. Joanna przeszła obok niego i zgasiła światło. Klęknęła i zaczęła się modlić. “Panie Boże nie wódź mnie na pokuszenie. Jeśli nie możesz dać mi szczęścia, to nie pokazuj mi go tylko na chwilę. Wiem, że taka twoja wola lecz błagam cię abyś więcej nie zabierał tych, których kocham. Panie Boże wybacz mi moje grzechy.

Kepis nie wytrzymał do wieczora. Już kilka godzin po południu stał przy budce z lodami i rozmawiał ze sprzedawczynią. Opowiadał jej dowcipy, a Joanna się śmiała. Nagle spoważniała. Zobaczyła ojca, który biegnie po plaży. Miała nadzieje, że nie przyzna się do swej córki i nie zdradzi tajemnicy domu.

- Joasiu, dziecko moje - krzyczał z daleka. - Malwinę zabierają! Joasiu Malwinę zabierają...

z0940 (24 kB)

Nie wiedziała co myśleć. Ojciec był trzeźwy. Widok tyle zaskakujący co niezwykły. Może z braku alkoholu we krwi w głowie mu się pomieszało?

- Z jakiejś opieki przyszli i policjant. Mówią że sąd im kazał Malwinę do domu dziecka zabrać.

- Sprzedawaj - krzyknęła do Kepisa i pobiegła do domu.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +