UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział I - Joanna

strona 6

Nieważne, że dziecko zajęte zabawą w piachu nie zwracało uwagi na słowa ciotki. Musiała opowiedzieć ten sen. Zdawało się jej że jest bliżej Bernarda niż wówczas, gdy żył. Jeszcze raz poczuła zapach jego skóry i szorstkie duże dłonie z poobgryzanymi paznokciami. Popadła w dziwne odrętwienie. Doznania zmysłów umykały w nieznaną dał. Nie potrafiła powstrzymać snu. Obrazy znikały powoli, aż pochłonęła je ciemność. Jeszcze przysłuchiwała się dźwiękom, ale i te wyssała cisza.

Nagle zobaczyła płaczącą Malwinkę. Joanna zdziwiła się. Przecież przed chwilą dziecko bawiło się, a teraz stoi nad nią i płacze. Dlaczego leżę. Co się ze mną dzieje? - zadawała sobie pytania na które nie znajdowała odpowiedzi. Wstała z wielkim trudem. Malwina nie przestawała płakać. Chwyciła ją za rękę i poszły w kierunku domu. Każdy krok był tak skomplikowaną czynnością, że każda napotkana ławka stawała się błogosławieństwem. W głowie Joanny zakotwiczył szum morza, a przed jej oczyma unosiło się setki szarych plamek. Po raz drugi traciła kontakt z rzeczywistością. Zapominała o sobie, Malwinie, Bernardzie, rodzicach. Siłą woli i instynktu wspięła się na schody i weszła do mieszkania. Upadła za progiem.

- Myślałam, że umierasz. - Matka Joanny była trzeźwa. W jej przekrwionych, a jednak blado-matowych oczach widać było cień blasku. Siedziała tuż przy córce i informowała ją o swej do niej miłości. - To wszystko przez to, że się tobą nie zajmowałam. Teraz wszystko się zmieni. Przestaje pić. Już dziś nic nie piłam. Zobacz jaka jestem trzeźwa. Widzisz? Pójdziemy do lekarza i wszystko będzie dobrze. Przysięgam, że już nigdy się nie napiję...

Joanna kiwnęła głową i uśmiechnęła się do matki. Wiedziała, że najpóźniej wieczorem złamie przysięgę. Nie raz widziała zrywanie matki z nałogiem. Zatruty organizm domagał się odpoczynku, ale trzeźwienie było straszne. Nie potrafiła opanować strachu. Bała się ludzi. Już same kroki na schodach wywoływały w niej przerażenie. Serce kołatało szaleńczo, a głowa bolała coraz bardziej. Gdy udało się jej przetrwać dzień, noc stawała się koszmarem. Nie mogła spać, a trzeźwy umysł przypominał wciąż o straconym czasie. Wcześniej czy później traciła wolę.

Nie wiedziała kiedy zasnęła, a gdy wieczorem obudziła się silniejsza niż rano, słyszała pijackie rojenia dochodzące z kuchni. Odruchowo sprawdziła czy ma swoje pieniądze. Jak zwykle były na miejscu. Miała trudnych rodziców, ale nigdy jej nie ograbili.

z0940 (24 kB)

Lato stawało się nie do zniesienia. Miasto zatłoczyło się obcymi ludźmi, a Joanna nie czuła się najlepiej. Przestała wychodzić z Malwiną gdyż bała się tych dziwnych omdleń. Musiała jednak pracować. Sprzedawała lody na plaży. Przez lato zarabiała tyle, że przez pozostałą część roku mogła pracować za symbo1iczną pensję. Była spóźniona, prawie biegła, żeby zmienniczka mogła iść do domu.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +