UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział I - Joanna

strona 5

Joanna wyrwała się policyjnej dłoni i wbiegła za próg sklepu. Na zapleczu kilkoro umundurowanych ludzi i martwy Bernard. Leżał na podłodze. Pasek od spodni zaciśnięty na szyi drugim końcem przyczepiony był do dolnej rury kaloryfera. Głowę miał ledwie kilka centymetrów nad podłogą. Oczy zamknięte, otwarte usta, białe wargi, siną twarz. Zemdlała.

- Jak się pani nazywa? - policjant miał miły głos. - Gdzie pani mieszka? Odpowiedziała, a policjant spojrzał na nią podejrzliwie.

Ile adres zamieszkania, może powiedzieć o człowieku?” – pomyślała.

- Kim pani jest dla denata? - policjant nie był już tak uprzejmy. Odnosiła wrażenie, że podejrzewa, iż to ona przyczyniła się do śmierci Bernarda.

- Przecież nikt nie wiesza się na dolnej rurze kaloryfera - mówił patrząc jej prosto w oczy.

- On się powiesił - odpowiedziała spokojnie.

- Dlaczego? Pani wie?! – nieco podniósł głos.

- Niech pan nie stara się zrozumieć, czego rozumieć nie należy. Stało się i koniec. Tak miało być. Chcę już iść. Czy mogę...?

Nie czuła smutku po śmierci Bernarda. Był dobrym człowiekiem, gorszym kochankiem. Miłość to zbyt wielkie słowo, a przyjaźń zbyt małe. Czuła się przy nim bezpiecznie i ufała, że jej nie skrzywdzi. Jednak teraz, gdy go nie było w pobliżu nie odczuwała braku kogoś bliskiego.

Następnego ranka obudziła się szczęś1iwa. Nawet w najgłębszych zakamarkach wspomnień nie mogła sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni czuła taką, wewnętrzną radość.

- Malwinko - dotknęła ramienia śpiącego dziecka. - Wstawaj, zobacz jaka piękna pogoda. Dzisiaj nie pójdę do pracy. Wybierzemy się na wycieczkę, kupię ci ogromne lody.

Była siódma rano, gdy wychodziły na ulicę. Na lody było za wcześnie, więc Malwina zadecydowała, że pójdą budować zamki z piasku.

z0940 (24 kB)

- Wiesz Malwinko, jaki miałam dziwny sen? - mówiła jakby dziecko mogło rozróżnić co jest dziwne, a co nie. - Widziałam Bernarda. Stanął przed łóżkiem i patrzył na mnie. Myślisz że się bałam? Wcale nie. On stał i stał, a ja chciałam go spytać, dlaczego to zrobił, ale nie mogłam otworzyć ust. Nagle powiedział: „Ja nie chciałem. Tylko na próbę założyłem pas na szyje. Pragnąłem poczuć to, co czuje umierający człowiek. Leżałem na podłodze i powoli zaciskałem pętle. Czułem strach. Straszliwy strach. Chciałem się uwolnić, ale ten strach sparaliżował mi ręce. Nie mogłem nic zrobić. Ani ręką, ani nogą, a potem zacząłem się zapadać. Chciałem to cofnąć, ale nie potrafiłem. Tak bardzo się bałem, że umrę... Nie martw się... Potem zniknął, tak jak się pojawił.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +