UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Weranda Pana Boga"

Rozdział I - Joanna

strona 1

Nienawidziła tego zapachu. Zapach klatki schodowej w której pijani mężczyźni spali na schodach, ponieważ ich pijane żony nie pozwalały im spać w mieszkaniach. Odór taniego alkoholu mieszał się ze smrodem przepoconych ciał, odchodami ludzkimi i zwierzęcymi. Innym taki zapach wydawałby się nie do zniesienia, ale ona tylko go nienawidziła. Przyzwyczaiła się, ale nienawidziła.

Joanna miała 25 lat. Jej szczupła, filigranowa postać odziana w pastelową skórę można by porównać do porcelanowej figurki, pięknej lecz kruchej.

Pchnęła drzwi zrobione z kilku zbitych ze sobą desek. Prawdziwe drzwi dawno temu sprzedał ojciec. Przecież i tak nie były potrzebne. Ich rodzinny dom był otwarty dla gości. Mogli tu przychodzić o każdej porze dnia i nocy, byle tylko mieli coś do wypicia.

Z korytarza wchodziło się wprost do kuchni, która w tym przypadku była jednocześnie pokojem gościnnym, sypialnią, i łazienką z wychodkiem skrytym za postrzępioną kotarą. Na środku pomieszczenia stał stół. Nie było na nim obrusa, a tylko ślady pijatyki tej sprzed tygodnia, sprzed kilku dni i tej dzisiejszej. Butelki po winie i denaturacie walały się na podłodze. Stara kobieta leżała na kozetce i głośno chrapała. Była pijana. Joanna podeszła do niej i przykryła kocem. Siadła na brzegu kanapy. Pogłaskała matkę po tłustych, sklejonych w strąki, czarno-siwych włosach. Kochała ją i wiedziała, że ona też ją, kocha tylko nie potrafi tego okazać. W sąsiednim pomieszczeniu, nazywanym pokojem, bawiło się kilkuletnie dziecko. Drobne, ruchliwe i niespokojne.

- Joasia! - krzyknęło na widok dziewczyny i uczepiło się jej szyi.

- Idziemy na spacer? - spytała.

- Tak, tak, idziemy - uradowało się dziecko.

Nie lubiły domu, w którym przyszło im żyć. Malwinka po swojemu, po dziecinnemu, a Joanna dojrzale, tak jak nie lubi się wizyt u dentysty. Matka dziewczynki, a siostra Joanny, Monika uciekła od tego chaosu. Urodziła dziecko i wyjechała do Niemiec. Od czterech lat nie dala znaku, że żyje.

Był początek lata. Plaże jeszcze bezludne pozwalały wsłuchiwać się w orkiestrę fal, mew i hukających gdzieś w nieokreślonej dali statków. Szły boso, na granicy lądu i morza. Gdy zimna bałtycka woda zbliżała się do ich stóp, uciekały z piskiem i śmiechem na suchy ląd. W takich chwilach Joanna czuła się szczęśliwa.

z0940 (24 kB)

- Malwinko, kochasz mnie? - spytała z uśmiechem.

- Kocham, kocham... - dziewczynka mocno przytuliła się do ciotki.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +