UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Trzecia sfera świadomości"

Rozdział I

strona 10

Na zrujnowanym biurku pamiętającym czasy Milicji Obywatelskiej rozległ się przeraźliwy dzwonek telefonu z tej samej epoki. Andrzej Bera, który do tej pory tylko przysłuchiwał się rozmowie prowadzących śledztwo podniósł słuchawkę.

- Co?

- ...

- Chyba żartujesz?

- ...

- Jak to się stało?

- ...

- Ale z was policja! Niech was szlag.

Odłożył słuchawkę i popatrzył raz na Annę, raz na Wiktora i znowu na Annę.

- No co jest? – krzyknął Pilarz.

- Ten bezdomny uciekł ze szpitala.

Anna Nowek uniosła brodę w geście triumfu. Nic nie mówiąc powiedziała: „a nie mówiłam?!”

5.

Życie nauczyło Barnabę, że intuicja wyprzedza o długość końskiego łba namacalne dowody. Nie chciał się przekonać czy przeczucie go nie myli. Wolał zaufać sobie. Niepokoiły go podchwytliwe pytania zadawane przez policjantów w cywilnych ubraniach i ten jeden w mundurze, który siedział za drzwiami jego szpitalnej sali. Zdał sobie sprawę, że mogą go podejrzewać o zabicie dwojga ludzi. Wiedział też, że jako bezdomny będzie doskonałym kozłem ofiarnym. Ucieczka co prawdę mogła wzmóc wobec niego nieufność, ale pozostanie równałoby się z brakiem możliwości obrony. Nie było istotne, że jest niewinny i nigdy nie zrobiłby czegoś podobnego. Treścią jego winny mógł być stan umysłowy i bezdomność. Policja bardzo szybko doszłaby do tego, że 15 lat temu przez kilka miesięcy leżał w szpitalu psychiatrycznym. Był to czas kiedy po obronie pracy doktorskiej przeżył coś w rodzaju załamania nerwowego. Miał trudności z samodzielnym myśleniem. O cokolwiek by go spytano odpowiadał cytatami z mądrych książek, których ze względu na skomplikowaną treść nie przeczytało zbyt wielu ludzi. Wydawało się, że został wyleczony, ale już nigdy nie wrócił do pracy naukowej. Pamięć prawie absolutna jaką został obdarzony została przez niego uznana jako przekleństwo. Uczył się bez wysiłku, zapamiętywał prawie całe przeczytane książki, ale z drugiej strony nagromadzenie się szczegółów w jego umyśle tworzyło zamęt, z którym nie potrafił sobie poradzić. Drugi powód dla którego uznał, że musi uciekać podpowiadał mu Tacyt: „Zwykle niewinny nie sprosta nowej zawiści”. W tym przepadku zawiść miała oblicze braku ludzkiego zrozumienia dla wolności, którą wybrał. Gdy tak zwani stróże prawa nie znajdą zabójcy, to znajdą kogoś kogo do zbrodni można dopasować. Liczyć się będzie sztuka. Jedna zbrodnia – jeden zbrodniarz. Nawet wówczas, gdy sumienie w policyjnej głowie podpowie, że ten człowiek może być niewinny, to zagłuszenie sumienia znajdzie swoje ujście w zdaniu: „W więzieniu i tak będzie mu lepiej niż na ulicy – będzie miał ciepło, będzie miał gdzie spać i będzie miał co zjeść”.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +