UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Trzecia sfera świadomości"

Rozdział I

strona 7

- Był moim partnerem – Pilarz zrobił przerwę zastanawiając się czy informacje o Kenitzu są potrzebne jego partnerce. „No tak – p a r t n e r c e” – pomyślał i zaczął mówić dalej. – Nie. Nie był partnerem. Był moim najlepszym kumplem. Nie raz nadstawiał za mnie kark. Zresztą ja za niego też. Pewnego dnia dostał pierdolca i zwolnił się.

Kobieta spojrzała pytającym wzrokiem.

– Dwa lata temu podczas akcji przypadkowo zabił dziecko. Gówniarz pętał się w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim miejscu. Zasadziliśmy się na taką domorosłą gangsterkę, co wymyślili sobie, że będą rządzić w mieście. Eliminowali konkurencje przy pomocy bejsboli. W końcu zabili takiego jednego co był naszym informatorem i przejęliśmy sprawę. Zaczęli do nas strzelać, a my do nich. On nie trafił i kulka poleciała za daleko. Chłopak miał 7 lat. Strasznie się przejął, a gdy już zaczął wracać do siebie, to całkiem niespodziewanie zmarło mu dziecko. Było w tym samym wieku, co tamten chłopak. Nikt nie wie co się stało. Rano nie obudził się i tyle. Marek ubzdurał sobie, że to jest kara za tamtego co postrzelił. Zwolnił się z firmy i założył biuro detektywistyczne. Teraz żyje jak król. To znaczy mógłby żyć jak król bo goli kasę jak mało kto, ale chleje wódę litrami.

Kenitz minął drzwi i poczuł charakterystyczny smród panujący w niezamieszkanych domach nawiedzanych przez bezdomnych. Zbliżył się do wpół zrujnowanych schodów, dotknął poręczy, gdy nagle przez jego umysł przeszedł dziwny obraz. Zobaczył siebie w ciemnym, nieprzyjemnym miejscu, wokół niego było pełno szczurów, które czepiały się jego spodni i przebiegały po butach. Ten obraz był jak błysk światła. Chwilowy, ale na tyle intensywny, że zdążył mocno zakotwiczyć w pamięci.

- Muszę, kurwa, przestać pić – mruknął pod nosem, po czym z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnął małą butelkę, odkręcił i dyskretnie się napił. Od razu poczuł się lepiej. Ostrożnie wszedł na piętro i stanął przed wejściem do pokoju, w którym leżały zmasakrowane ciała. Przywitał się z mundurowym policjantem i omijając go wszedł do środka.

Swoim zwyczajem Kenitz oglądał miejsce mordu z perspektywy. Stanął w drzwiach i starał się zapamiętać wszystko co mogło lub nie mogło mieć znaczenia dla sprawy. Pokój, jak cały ten opuszczony dom był brudny i zaśmiecony. Po podłodze walały się butelki i papiery, a wśród nich porozrzucane stare ubrania. W jednym rogu stało coś w rodzaju łóżka, a raczej barłogu na którym ktoś niedawno musiał spać. Po przekątnej leżały dwa nagie ciała zmasakrowanych ludzi. Mimo, że byli ułożeni w nienaturalnych pozach można było odnieść wrażenie, że się przytulali do siebie. Wokół nich była ogromna kałuża krwi. Chciał się odwrócić i wyjść na świeże powietrze, gdy jego mózg ponownie został ukłuty chwilowym obrazem. Tym razem ujrzał krew tryskającą z tętnic dwojga ludzi leżących na wielkim łożu z baldachimem. Ich ciała były podobne do tych dwojga w rogu, a jednak inne. W swej straszliwej wizji zobaczył jeszcze stojący puchar, do którego spływała część krwawej posoki. W ułamku sekundy jego wyobraźnia podpowiedziała mu obraz, który w rzeczywistości trzeba by było oglądać przez kilka sekund. Miał wrażenie, że zaczyna wariować. Nie wiedział co jest prawdą, a co fikcją. Najchętniej upiłby się do nieprzytomności.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +