UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Trzecia sfera świadomości"

Rozdział I

strona 5

3.

Pod dom Wiktora Pilarza podjechała Anna Nowek. Nacisnęła klakson dając znać koledze z wydziału zabójstw, że jest już na miejscu. Właśnie spełniało się jej marzenie. Pierwsze morderstwo, którym miała się zająć osobiście. Do tej pory jedynie towarzyszyła bardziej doświadczonym policjantom. Robiła, to co jej kazali i była pozbawiona prawa do myślenia koncepcyjnego. Odwalała czarną robotę, grzebiąc się w dokumentach, przeglądając komputerowe dane i poszukując kontaktu z ludźmi, którzy mogli coś wiedzieć na temat zbrodni. Teraz awansowała i to ona wraz ze swoim partnerem odpowiadali za wyniki śledztwa. Miała tę zaletę, że widok śmierci wcale jej nie przerażał. Mogło się nawet wydawać, że zapach krwi i smród rozkładających się ciał wywoływał w niej nieco ekstatyczne doznania.

- Co jest? – Wiktor Pilarz spytał wsiadając do auta.

- Mamy niezłą jatkę. Ktoś zaszlachtował dwoje gówniarzy w domu na skraju miasta. Chyba para narkomanów. Podobno jakiś żul przyszedł przekimać się w opuszczonym domu i zastał tam dwa trupy. Tak się przeraził, że wybiegł na ulicę, tam potrącił go samochód. Facetowi w zasadzie nic się nie stało. Jest porządnie poobijany i w cholernym szoku. Wciąż powtarzał że on nikogo nie zabił, że to nie on. Od słowa do słowa powiedział co i gdzie widział...

- Widział kogoś, kto mógł to zrobić? – dopytywał się Pilarz.

- Nie, chyba nie...

- A ten kierowca, co potracił żula?

- Nie wiem. Chłopcy szukają śladów. Może coś odskoczyło od samochodu, może lakier, może szkło. Sama nie wiem. Zobaczymy...

- Wiadomo co to za dzieciaki? – Pilarz uważał się za szefa w tym duecie. W końcu to on pracował w fachu prawie 20 lat, a Anna dopiero zaczynała.

- Zanim przyjechałam po ciebie zwiedziłam sobie ten przybytek. Wszędzie krew, i dwie kupy ludzkiego mięsa. To był jakiś rzeźnik. Trudno rozpoznać co jest nogą, a co ręką. O twarzach nawet nie ma mowy. Nawet zęby maja powybijane.

Wiktor spojrzał na Annę z wyrzutem. Dlaczego najpierw nie przyjechała po niego. Powinna się uczyć roboty, a nie udawać wielkiej policjantki. Z drugiej strony czuł do niej wdzięczność. Chociaż widział dziesiątki zabitych ludzi – zastrzelonych, powieszonych, zasztyletowanych – chociaż widział - ciała jeszcze ciepłe i te rozkładające się – to mimo wszystko nie nauczył się reagować na takie pejzaże ze spokojem. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego ludzie się wzajemnie zabijają.

z0940 (24 kB)

- Wiadomo co to za dzieciaki? – powtórzył pytanie.

- O chłopaku nic nie wiemy, a dziewczyna... – Anna zawiesiła głos. – Prawdopodobnie jest to córka Grzegorza Warchulskiego...

- Kogo?

- Grzegorza Warchulskiego, córka wiceministra spraw wewnętrznych.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +