UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Trzecia sfera świadomości"

Rozdział I

strona 3

Zazdrość przemieniała się w agresję. Pragnął przerwać ten spektakl miłości. Zamroczony Kenitz podniósł z podłogi ułańską szablę. Bez drgnienia powieki wymierzył cios. Potem ciął drugi raz i następny. Na twarzach kochanków malowało się tak samo zdziwienie, jak i rozkosz. Nawet nie zdążyli się przerazić. Krew rozlewała się po koronkowej pościeli. Bijąc z tętnic i żył skapywała na podłogę. Obok łoża stał puchar, z którego zmęczeni kochankowie wcześniej zapewne pili wino. Spływająca krew wypełniła go po brzegi i przelewała się wsiąkając w szczeliny drewnianej podłogi.

Gdyby spojrzeć Markowi w oczy można by zobaczyć w nich ulgę. Nie strach, nie przerażenie, nie żal, a ulgę. Tak jakby spełnił zadanie życia. Coś co było mu przeznaczone już w chwili narodzin. Jakby brzemię, które przez lata ciążyło na jego barkach teraz go opuściło. Poczuł się szczęśliwy. Usiadł na sofie i przyglądał się zakrwawionym ciałom, a sen powoli ogarniał jego umysł.

***

Mężczyzna śpiący w fotelu podskoczył jak oparzony. Zawsze tak robił, gdy ze snu budził go dźwięk telefonu. Nieprzytomnym wzrokiem ogarnął mieszkanie. Była 5.30, a co gorsze kac gnębił jego wnętrzności od jelit przez żołądek, przełyk wraz z ustami, aż po mózg w którym oprócz bólu usadowił się strach. Nie bał się niczego konkretnego. Zwyczajnie. Odczuwał niepokój alkoholika, z którego wyparował alkohol. Z trudem wstał, aby odebrać telefon. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest w płaszczu. Nie zauważył jednak, że ma bardzo zabłocone buty.

- Kenitz, słucham – powiedział ochrypłym głosem.

Dzwoniący nie pofatygował się, aby odpowiedzieć. Dźwięk odkładanej słuchawki zirytował go, a po chwili wzmógł poczucie niepokoju. Podszedł do stolika na którym stały butelki z alkoholem. Wziął jedną do ręki i odkręcił. „Nie” – pomyślał i podszedł do stolika stojącego przy fotelu w którym spędził noc. Szklanka wypełniona jakimś czerwono krwistym płynem kusiła go, aby zniweczyć suchy niesmak w ustach. Wziął ją do ręki, przystawił do ust i przechylił. Dwa szybkie hausty i trzeci wolny jakby odruchowy. Płyn nie był smaczny. Ciepły o dziwnym nieznanym mu dotąd słodkawym smaku. Odstawił szklankę na miejsce. Nagle w pokoju rozbłysły żarówki. Niezgrabnie odwrócił się w kierunku drzwi do sypialni. Stała w nich Matylda. Nic nie mówiła, ale on wiedział, że miała jedną myśl: „Co ty ze sobą zrobiłeś?” Zbliżyła się do Marka.

- Skaleczyłeś się? – spytała.

Spojrzał na nią zdziwiony.

z0940 (24 kB)

Uniosła dłoń do kącika ust męża, otarła go i pokazała opuszek palca na którym znajdowała się kropla krwi. Kenitz znieruchomiał. Bał się odwrócić głowę by spojrzeć na stolik na którym stała zapełniona do połowy szklanka z niesmacznym słodkawym płynem wyglądającym jak nieco rozwodniona krew.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +