UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Trzecia sfera świadomości"

Rozdział I

strona 2

- Niech pan wstaje, to już koniec, to koniec, zjeżdżam do bazy – kierowca szarpał Kenitza za ramię.

Wysiadł. Przed sobą miał stary zaniedbany park. Potykając się o wystające korzenie szedł w kierunku zapuszczonego dworku. Jeszcze go nie widział, ale czuł, że właśnie tam musi pójść i że tam ktoś na niego czeka. Zarys budynku wyłonił się z nocy. Chociaż był zrujnowany i wydawało się, opuszczony, to na piętrze świeciło się światło. Ciepłe, migocące cieniami, takie które jest przeciwieństwem światła żarówki, kojące.

Pchnął drzwi. Lekko zaskrzypiały i otworzyły się szeroko. Nieco zdumiony zrobił kilka kroków do przodu. Do jego nozdrzy dobiegł przeraźliwy smród. Słyszał popiskiwania szczurów, czuł jak przebiegają po jego stopach, jak obwąchują mu nogi. Zawsze bał się gryzoni, ale nie teraz. Może dlatego, że w stan osłupienia wprowadził go dźwięk fortepianu, który niespodziewanie zaczął dobiegać z piętra. To miejsce w ogóle nie pasowało do tego, aby ktoś tak pięknie grał. Ruszył ku muzyce. Nie wiedział dlaczego, nie wiedział po co. Spróchniałe schody uginały się po jego ciężarem, drewno trzaskało i łamało się, a on parł w górę.

Zatrzymał się na szerokiej antresoli. Przed sobą miał lekko uchylone drzwi. Dyskretnie zajrzał do wnętrza pokoju urządzonego w starym stylu iluminowanego przez kilkadziesiąt świec. Ku swojemu ogromnemu zdumieniu ujrzał siedzącą przy fortepianie kobietę, a tuż przy niej wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Oboje nadzy, młodzi i piękni, byli tak ustawieni, że nie mogli dojrzeć Kenitza. On natomiast widział ich doskonale. Kobieta siedziała na zydlu, jakie zwykle są przy fortepianach. Jej towarzysz stał tuż przy niej. Słuchał muzyki, a jednocześnie pieścił ręką włosy pianistki, jej szyję, ramiona. Muskularne męskie ciało kontrastowało, a zarazem współgrało z delikatnym ciałem kobiety. Nagle przestała grać, wstała ze stołka i całym swym matowym ciałem wtuliła się w ukochanego, by po chwili oddać mu siebie.

z0940 (24 kB)

Kochali się na wielkim łożu z baldachimem, pieścili swoje ciała jakby za chwile świat miał się skończyć. Dopiero teraz Kenitz ujrzał, że na zabytkowej sofie nieskładnie leżą ubrania. Ubrania nie z tej epoki. Był to mundur, prawdopodobnie polskiego ułana, sprzed blisko 200 lat. Wysokie czako, barwna marynarka z mnóstwem złotych guzików, spodnie z czerwonymi lampasami i jeszcze zdobiona szabla leżąca tuż na podłodze. Obok spoczywała suknia. Długa, biała, z wieloma falbanami i mocno wyciętym dekoltem. Nawet przez chwilę nie zastanowił się nad tym niecodziennym faktem. Ten staromodny pokój, te niedzisiejsze ubrania, ta para kochanków głucha i ślepa w swej namiętności stanowiąca jedność na wielkim łożu z baldachimem. Być może zdumienie jakie powinno mu towarzyszyć zostało przytłumione przez zazdrość. Nie wiedzieć czemu Marek Kenitz poczuł zazdrość. Zazdrość wielką, żywym ogniem palącą zmysły. Krew uderzyła mu w skronie, a myśli skoncentrowały się na jednym punkcie - jak odebrać temu wielkoludowi to cudowne ciało. Coś pchało go do wnętrza pokoju. Podszedł i stanął nad splecionymi w rozkoszy ciałami. Nie widzieli go. Nie mogli go widzieć, bo ich wzajemne oddanie było tak daleko posunięte, że wprost niezrozumiałe.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +