UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Trzecia sfera świadomości"

Rozdział I

strona 1

1.

- Cześć panowie... Zalałem się idę do domu... Matylda znowu nie wpuści mnie do łóżka... – Marek Kenitz z rezygnacją machnął ręką i ruszył w kierunku swojego samochodu.

- To ty się tam jeszcze pchasz? – Wiktor zachichotał, a widząc, że jego dowcip nikogo nie rozbawił rzucił jeszcze w kierunku idącego chwiejnym krokiem Marka. – Uważaj, żeby ci psy tyłka nie odgryzły! - I ponownie zachichotał pijackim śmiechem machając swoją policyjną legitymacją. – Trzymaj się! My idziemy zrobić porządek w burdelu!

Trzymając ręce w kieszeni płaszcza starał się iść prosto lecz jego zamroczony od nadmiernej ilości alkoholu błędnik wyczyniał z ciałem co tylko chciał. Kenitz zatoczył się i wpadł na nieznajomego. Odbił się od niego, zrobił dwa kroki w tył i chcąc przyjrzeć się dobroczyńcy, który uratował go od upadku stanął na szeroko rozstawionych nogach. Zobaczył zaniedbanego, nieogolonego człowieka, który na pierwszy rzut oka wydawał się nie mieć własnego domu. Wyjął rękę z kieszeni płaszcza i wyciągnął w jego kierunku. Ten gest mógł oznaczać „dziękuję”, a może „przepraszam”. Nieznajomy odwzajemnił się wyciągniętą dłonią w której poczuł jakiś papier. Kenitz wyminął zaniedbanego mężczyznę, a ten przyglądał się 50-złotowemu banknotowi, którym został obdarowany przez pijaczynę ubranego w drogie markowe ubranie, a jednak podobnego do menela.

Wsiadł do samochodu i odjechał. Auto prowadził raczej instynktownie. W ciągu ostatnich kilku godzin wlał w siebie blisko litr wódki i z natury rzeczy trudno mu było naturalnie reagować na otoczenie. A jednak dojechał bez trudu. Policjanci w całym mieście wiedzieli, że jeździ po pijanemu. Znali jego samochód, ale nikt nie śmiał go zatrzymać. Był jak wyspa bezkarności na ulicach miasta. Kiedyś zdarzyło się, że zasnął za kierownicą w chwili oczekiwania na zielone światło. Przypadkowy patrol nie tylko nie miał do niego najmniejszych pretensji, ale jeszcze dostarczyli go do domu zostawiając w ulubionym fotelu.

z0940 (24 kB)

Przed wejściem do mieszkania męczył się z włożeniem klucza do zamka, a gdy mu się to udało i zamknął za sobą drzwi, zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku w przedpokoju i poszedł do sypialni. Matylda spała. Tak mu się przynajmniej wydawało. Udawała, że śpi. Nie chciała słuchać pijackich wynurzeń męża. Ten postał przez chwilę, jakby zastanawiając się czy ją obudzić i powiedzieć, co ma do powiedzenia, ale zrezygnował. Czuł, że opuszczają go siły. Wrócił do gościnnego pokoju i runął w wielki zabytkowy fotel. Natychmiast zasnął. Po chwili w mieszkaniu zapaliło się światło. Żona Kenizta wstała z łóżka, podeszła do niego, popatrzyła z dezaprobatą, przykryła go kocem i też poszła spać.

Obudził się nagle, choć nie miał pewności, że się obudził. Był środek nocy. Najbardziej zaskoczył go fakt, że jest zupełnie trzeźwy. Nawet najmniejszych objawów kaca. Coś kazało mu wyjść z mieszkania. Założył płaszcz i nie zamykając za sobą drzwi ruszył przed siebie. Nie wiedział dokąd i po co idzie. Zatrzymał się na przystanku nocnej linii autobusowej. Gdy podjechał autokar wsiadł. Pojazd jechał gdzieś na skraj miasta. Chociaż nigdy tu nie był, to miał wrażenie, że zna tę okolicę.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +