UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Letalis"

Wstęp

strona 1

Przyszła do mnie śmierć. Piękna kobieta w czerwonej sukni, nie gardząca życiem.

Przyszła do mnie śmierć i usiadła przy stole.

- Dlaczego jesteś zdziwiony? - spytała. - To ludzie mnie zeszpecili. Obrzucili mnie brzydotą i nienawiścią.

- Zabierasz żywym nadzieję, a zostawiasz wspomnienia. - broniłem nas.

- Dlaczego mnie osądzasz? - spytała ponownie. - Jestem rozkazem Boga. Zamknąłem oczy. Myślałem, że to sen i gdy otworzę oczy, śmierci nie będzie.

Zaśmiała się głośno.

- Dlaczego uważasz, że mnie przepędzisz? - spytała po raz trzeci. – Zapominając o mnie możesz tylko udawać, że mnie nie ma. Bawisz się jak dziecko, które wyobraża sobie wszystko co tylko zapragnie. Boisz się mnie?

Nie, nie czułem strachu, ale bałem się jej o tym powiedzieć. Nie można bezkarnie nie bać się śmierci, chyba że chce się umrzeć. Chciałem żyć.

- To nie jest odwaga – powiedziała odczytując moje myśli. – To Twoja tragedia. Nie boisz się śmierci, bo w nią nie wierzysz. Będąc młodymi ludźmi nie myślicie o mnie, bo wydaje się wam, że to was nie dotyczy. Ale pewnego dnia zaczniesz o mnie myśleć. Często, coraz częściej, aż w końcu każdego dnia, będę w Twojej głowie. Zaczniesz się mnie bać. Być może w końcu oswoisz się z tą myślą i strach przede mną przestanie cię męczyć. Wtedy będziesz odczuwał żal, że życie tak szybko minęło i zbliża się koniec. A może nie przestaniesz się bać i oprócz żalu będziesz odczuwał niesprawiedliwość, że już musisz odejść. Jedynym lekarstwem na strach przed śmiercią jest umrzeć. A teraz zabieram cię ze sobą. Chodź do mnie - powiedziała, a jej uwodzicielski uśmiech zniewolił moje ciało.

Nie mogłem poruszyć członkami, a jednak przenikałem przez wszechobecność. Piękna kobieta wchłaniała mnie w głąb siebie.

- Skąd masz w sobie tyle życia?

Spojrzała na mnie z rozbawieniem. Jakby chciała zapytać: "nie wiesz skąd biorę życie?".

Przepływaliśmy gdzieś w zaistnienie.... A może było to przedistnienie?

- Czy umarłem?

Przestrzeń nie była przestrzenią, a czas nie był czasem. Te dwa elementy tak typowe dla życia, teraz stopiły się w jedność. Wydawało mi się, że mógłbym zrobić krok wprzód lub krok wstecz i zajrzeć w dowolne istnienie.

- Nie, nie umarłeś - odpowiedziała po chwili. - Nie umarłeś ani w twoim, ani w moim rozumieniu.

- To dlaczego mnie dręczysz?

- Chcę, żebyś zobaczył... Jednak nie mów, że cię dręczę. Nie zaprzeczysz przecież, że nigdy nie czułeś się tak dobrze.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +