UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

Wróciła do kuchni. Podeszła do telefonu, podniosła słuchawkę i wykręciła numer firmy, której Jan był właścicielem.

- Poproszę z Janem Szulcem?

W słuchawce zamiast szybkiej odpowiedzi trwała cisza.

- Halo… halo… - nie była pewna czy telefon przekazywał słowa i czy ktoś ją słyszy

.

- Pana Szulca nie ma… - ktoś wycedził słowa bardzo powoli. - A można wiedzieć z kim rozmawiam...?

Tym razem Anna milczała przez dłuższą chwilę.

- Nieważne, chciałam rozmawiać z panem Szulcem…

- Nie mogę pani pomóc…

- Ale to naprawdę bardzo ważna sprawa… muszę się z nim skontaktować…

- Nie mogę pani pomóc… - osoba po drugiej stronie zawiesiła głos. – Proszę iść na dworzec, albo na Rynek, on tam teraz często bywa… Przepraszam muszę kończyć, mam dużo pracy… Do widzenia…


z0940 (24 kB)

Tymczasem Marta chodziła po domu i szukała walizki albo dużej torby, szukała ubrań, pieniędzy oraz wartościowych przedmiotów, które można spieniężyć. Ona również odczuwała niepokój i chciała jak najszybciej stąd wyjść. Jednak ten niepokój miał zupełnie inne podłoże niż niepokój Anny. Marta czuła się tak, jakby wróciła na miejsce zbrodni wiedząc, że takie miejsce może być obserwowane. Co prawda w mieszkaniu przebywała z własną ofiarą, która najwyraźniej nie rościła żadnych pretensji. Sądziła, że Anna jej wybaczyła pobicie, znęcanie się, dręczenie. Nie wiedziała jednak, że ofiara jest przekonana o tym, że jedyną winą Marty jest odebranie Jana, spokojnego życia i stabilizacji.


„Jan na Rynku? Na dworcu…? – zastanawiała się Anna. – „Na dworcu…? Co się dzieje…? Na jakim dworcu…? Po co na dworcu…?”

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +