UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

Przekonała Martę, że lepiej nie wchodzić od frontu. Poszły ulicę dalej, przeszły przez niezbudowaną działkę i niezdarnie zaczęły przechodzić przez ogrodzenie wykonane z metalowej siatki. Podeszły do wejścia znajdującego się od ogrodu. Drzwi były zamknięte. Marta rozsunęła swoją torbę i wyjęła sweter syna. Dokładnie owinęła nim rękę i tak zabezpieczona uderzyła w świetlik znajdujący się z boku drzwi. Szyba nawet nie zadrżała. Zrobiła to raz jeszcze, a rezultat był podobny. Widząc to Anna niewiele się zastanawiając poszła kilkanaście metrów w róg podwórka, z pryzmy wzięła jedną cegłę, które stały tu kilka lat od zakończonej budowy i rzuciła w szybkę, ale trafiając w drzwi.

- Nie lepiej było zadzwonić? – Marta spytała ironicznie. – Otworzyłby drzwi i chyba przynajmniej ciebie, wpuścił…

Jednak mimo huku jaki musiał się rozlec w całym domu, nikt nie podszedł do wyjścia, by sprawdzić co wywołało taki hałas. Kobiety odczekały kilkadziesiąt sekund i wtedy Marta zaczęła cegłą uderzać w szybę, która przez jakiś czas stawiała opór, ale wcześniej lub później musiała się roztrzaskać. Wsadziła do wnętrza rękę, poszukała zamka i przekręciła pokrętło. Droga była wolna.

- Ale tu śmierdzi – zauważyła Marta.

Schodami przeszły na nieco podwyższony parter.

- Jan? – zawołała Anna. – Jan? Jesteś tu? - Nikt się nie odezwał.

Weszły do kuchni, w której resztki jedzenia pokrytego pleśnią były wymieszane z odchodami szczurów. Pokój w którym spędziła noc przed wieloma tygodniami, wyglądał tak samo, jak go zostawiła. Jedynie gruba warstwa kurzu wskazywała na to, że od dawna nikt tu nie mieszkał. Schody na piętro pokryte były zaschniętymi wymiocinami i krwią. Sypialnia podobnie. Zniszczone, pocięte w strzępy kobiece ubrania, leżały na niewielkiej pryzmie, jakby ktoś chciał z nich zrobić ognisko.

z0940 (24 kB)

Kobiety chodziły po domu bez słowa. Anna odczuwała niepokój. Chciała zemsty na mężu, ale gdy zobaczyła swój własny dom w takim stanie przestraszyła się. Bała się, że wydarzyło się coś naprawdę strasznego. Nie robił na niej wrażenia permanentny bałagan. Ona szukała trupa Jana, który w jej mniemaniu mógł tak bardzo zrozumieć krzywdy, które wyrządził, że odebrał sobie życie. Myliła się. Sprawdziła wszystkie pomieszczenia, od piwnicy po strych. Męża nigdzie nie było. Ani żywego, ani martwego. Otwierając piwniczny kantorek bez okien poczuła uderzenie ciepła i nagły ból głowy. Była pewna, że wszystko pamięta z dawnych czasów, a jednak to małe pomieszczenie wywołało w niej dziwne uniesienie negatywnej ekscytacji. Emocjonalny osad cierpienia, którego żadną miarą nie można wyprzeć z podświadomości. Osad, który zalegał i powodował, że przychodziły takie minuty, że trudno było złapać oddech. Można bowiem zapomnieć, ale nie można wyrzucić z siebie żalu. Ten tkwi w człowieku jak nowotwór, który pozornie jeszcze nie objawia się w ostrej formie, ale cały czas zżera człowieka od wewnątrz. Nie wiedziała, nie rozumiała czym jest to uczucie. Nie rozumiała dlaczego w tym miejscu tak śmierdzi ludzkim moczem. Nie widziała dlaczego pragnie stąd uciekać, a zarazem miejsce to, fascynuje ją nieokiełznaną grozą.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +