UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

- Pamiętaj, że ja wiem tyle o tobie, że mogę ci trochę zaszkodzić – zaszantażowała Martę taką intonacja głosu, jakby zamawiała zupę w restauracji, a ta uniosła rękę, zamierzyła się i chcąc uderzyć szantażystkę nagle się zreflektowała, że w tym przypadku żaden atak nie przyniesie odpowiedniego skutku. Opuściła rękę i uśmiechnęła tak, jak uśmiecha się ktoś, kto ma przeogromną satysfakcję, że stworzył potwora.

- Najpierw zajmiemy się moim byłym mężem. – Annie wydawało się, że spośród nich dwóch, to właśnie ona będzie tym, kto zarządza wszelkimi działaniami.

Pobłażliwość uśmiechu Marty była na tyle wyraźna, że dostrzegła to również Anna i tracąc nieco na pewności siebie dodała.

- To co proponujesz?

- Przeglądałaś się ostatnio w lusterku? Chyba nie. Masz jakieś pieniądze, bo mieszkać, jak rozumiem, nie masz gdzie? Gdzie jest Michał? – kobieta zorientowała się, że jej syn, gdzieś przepadł.

- Michał!

- Mihaaaaał!

- Miiiichaaaaał!

Krzyczały jedna przez drugą, raz krótko, innym razem przeciągając imię chłopca. Nie odzywał się. Nie było go widać w zasięgu wzroku. Ruszyły na poszukiwania. Zaglądały za każde drzewo, szukały za muszlą koncertową ustawioną w centralnym miejscu parku, weszły do publicznej toalety budząc zdziwienie mężczyzny, który stał przy pisuarze. Chłopca nigdzie nie było.

- Dobra. Nie będziemy go szukać – oznajmiła Marta zaskakując Annę, która spojrzała z niedowierzaniem. – No co się tak głupio patrzysz? Ja wiem gdzie on poszedł. Już kilka razy mi uciekał. Poszedł do ojca, ale ta jego nowa baba nie chce go, to i tak do mnie wróci.

- Gdzie wróci, jak ty mieszkasz, to tu, to tam…

- Nie martw się znajdzie się. A w ogóle, to chyba go oddam do domu dziecka. – matka była pozbawiona wszelkiego niepokoju. – Teraz idziemy do ciebie, do domu. Musisz się jakoś ubrać.

z0940 (24 kB)

Anna obawiała się wizyty u siebie. Po pierwsze Jan, który mógł zawiadomić szpital. Po drugie dlatego, gdyż pobiła pielęgniarkę i dom mógł być pod obserwacją policji. Po trzecie nie chciała tam iść tak samo, jak człowiek nie chce iść do piekła. Wiedziała jednak, że musi to zrobić, bo nie miała ani pieniędzy, ani ubrania.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +