UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

Anna nigdy nie zdecydowałaby się na taki życiowy hazard. Nie zdecydowałaby się jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz sama wzięła kości do ręki i rzuciła nimi. Różnica polegała jednak na tym, że Jan miał pewność wygranej, a Annie zależało tylko na tym, aby rzucić kośćmi na zasadzie, co będzie to będzie.

- Co ty robiłaś u tych zakonnic? Przecież mieszkałaś u mnie w domu i z moim mężem?

- To już dawno nieaktualne. A ty? Dlaczego nie jesteś u siebie, tylko pałętasz się po jakichś domach opieki?

- Jak to nieaktualne? – Anna się zdenerwowała.- Prawie umarłam! I to przez ciebie!

- Nie przeze mnie, a przez siebie. – stwierdziła Marta. – Bo jesteś głupia baba! – chwilę się zastanowiła i dodała. – Chyba zmądrzałaś? Co…?

- Musisz mi pomóc. Chcę, żeby Jan cierpiał tak ja cierpiałam.

Kobieta, którą jakiś czas temu dogonił syn i kurczowo trzymał za rękę wydawała się być zaskoczona. Zwolniła kroku intensywnie analizując usłyszane słowa. W końcu zatrzymała się, odwróciła w kierunku Anny i po raz drugi zadała to samo pytanie.

- Co ty kombinujesz?

Nie usłyszała odpowiedzi. W zamian, w chwili, gdy przekraczały bramę parku, otrzymała pytanie.

- Jak ty to robisz? Nie jesteś ode mnie ładniejsza, ani mądrzejsza… - poczuła się zmęczona i usiadła na ławce.

Marta nie miała żalu za tak nieprzychylną opinię towarzyszki spaceru. Usiadła obok Anny i z drwiącym uśmiechem zaczęła mówić.

z0940 (24 kB)

- Tak to już jest, że faceci to idioci. Oczywiście nie wszyscy, ale jakieś siedemdziesiąt procent to prawdziwi idioci. Gdy widzą kobietę, która ich kokietuje, tracą głowę. Ja nie muszę być piękna, aby zdobyć każdego faceta. Wystarczy, że przywiąże mu sznurki do jego zmysłów i będę odpowiednio pociągać. Powiem ci, że gdybyśmy zyskiwały ten rozum, który tracą faceci widząc kobietę, którą za wszelką cenę chcieliby bzyknąć, to byłybyśmy geniuszami! To jest nawet zabawne, gdy widzę takiego gościa, który najpierw rozgląda się i szuka. Ma ochotę na jakieś bzykanko na boku. W domu dzieci, żona, wszystko pięknie, ale jemu to nie wystarcza. On musi, bo się udusi. Patrzę na niego ukradkiem, ale daje mu do zrozumienia, że ukrywam to spojrzenie. On nie wie, czy mi się podoba, czy nie. Nie wie dlaczego na niego spoglądam. I chociaż wokół jest cała masa ładniejszych lasek, to w jego głowie już się rodzi przypuszczenie, że będę najłatwiejszą zdobyczą. Bo przecież nie chodzi o to, żeby się ze mną żenić, ale o to by mnie przelecieć i zapomnieć.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +