UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

- Zbieraj się, idziemy stąd – chwyciła torbę należącą do Marty i zaczęła wrzucać tam wszystkie jej rzeczy jak popadnie. – Idziemy stąd! Co oni sobie myślą, że my jesteśmy jakieś kurwy! Mówili, mówili, że księża to sobie lubią… a ja głupia nie wierzyłam! Darmowy burdel sobie robią! Sprowadzają nas tu, a potem chcą zapłaty! No na co czekasz? Ubieraj się! Chyba, że chcesz się odwdzięczyć..?

- Proszę pani, proszę się uspokoić… ja tylko – ksiądz wydawał się być nieporuszony tym przedstawieniem.

Jednak na Marcie wszystko to zrobiło wielkie wrażenie. Wszystkiego by się spodziewała po swojej ofierze, ale nie tego. „Taka z niej była bidulka, taka niemota, a tu proszę” – myślała ze zdziwieniem. „O co jej właściwie chodzi?”

Ta ciekawość intencji Anny spowodowała, że szybko spakowała swoje rzeczy, w jedną rękę chwyciła bagaż, drugą załapała syna, który przez cały czas siedział skulony w rogu pokoju i wraz z Anną opuściły budynek. Nie omieszkały rzucić na pożegnanie kilku przekleństw w podzięce za gościnę.

Ksiądz pokiwał głową, wykonał za plecami kobiet znak krzyża i ponownie pokiwał głową dwa razy w przód i dwa razy na boki. Zdawać by się mogło, że podobne dziękczynne sceny wcale nie były dla niego obce.


Szły szybko. Nie odzywały się do siebie, a kilka metrów za nimi truchtem biegł Michał. Wydawało się, że chłopiec nie jest im do niczego potrzebny i chciały przed nim uciec.

- Dlaczego ze mną poszłaś? – pierwsza odezwała się Anna.

- Jestem bardzo ciekawa co ty kombinujesz…

- Ja… - zaśmiała się.

- Nie boisz się mnie? – Marta spytała w ten sposób jak pyta prowadzący teleturniej „czy jesteś pani pewna, że to jest prawidłowa odpowiedź?”; „masz jeszcze szansę zmienić odpowiedź, dobrze się zastanów”.

- A ty mnie?

Słowa w tej rozmowie były mniej ważne niż intonacja głosu każdej z kobiet. Nieco ironii, nieco bezczelności, odrobina przekory i trochę przykrywanej niepewności przez sztuczną i wymuszoną pewność siebie.

- I co teraz?

z0940 (24 kB)

Marta koniecznie chciała dowiedzieć się co zamierza Anna. Jednak Anna nie miała pojęcia „co teraz”. Liczyła, że to powie właśnie kobieta, której najpierw nienawidziła w całego serca, potem o niej zapomniała, by na koniec uznać, że to nie ona jest wszystkiemu winna, a winny jest człowiek, który przysięgał jej miłość i wierność do końca życia. Uznała, że każdy ma okazję do tego by zgrzeszyć, ale to nie szatan jest winny tego grzechu. Szatan jedynie podsuwa pokusy, a człowiek poddaje się im, albo nie poddaje. A nawet gdy się poddaje, to jeszcze ważniejszy jest fakt trwania w tym grzechu i krzywdzenia własnym grzechem innych. Gdyby powiedział, że zgrzeszył, że przeprasza, że zrobił coś czego żałuje, to ona wybaczyłaby bez zmrużenia oka. Ale nie! On rzucił kości jak gracz w kasynie naiwnie licząc, że wypadną same szóstki. Tymczasem te kości wciąż się toczą, cały czas zmieniają swoje położenie i raz wydaje się, że wygrana jest blisko, by po chwili przekonać się, że wszystko można przegrać. Kości toczą się napotykając na swojej drodze najróżniejsze przeszkody i burzą je, niczym uderzeniem wielkiego młota. Burzą spokój, burzą miłość, burzą stabilizację, a nawet dostanie życie bez finansowych kłopotów. Jeden, wydawało się mało znaczący ruch potrafi wywołać lawinę zdarzeń, których nikt by się nie spodziewał.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +