UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

Odpowiedziała tylko Marta.

- Jak się pani czuje? – Anna podejrzliwie spojrzała na zadającego pytanie. „Ksiądz?” - zdziwiła się. „Skąd tu ksiądz?”

- Pamięta mnie pani? – spytał ponownie.

Pokręciła przecząco głową.

- Siedziała pani wczoraj na schodach kościoła i strasznie trzęsła się z zimna. Pamięta pani?

- Nie…

- Ale to nie jest ważne – ksiądz dał za wygraną. – Najważniejsze, że czuje się pani dużo lepiej. Prawda…?

- Głowa mnie boli… - stwierdziła, a po chwili zadała pytanie skierowane do samej siebie. - Siedziałam na schodach?

Wspomnienia ostatnich kilkudziesięciu godzin powracały tak samo jak powracają do umysłu człowieka, który poprzedniego dnia nadużył alkoholu i po przebudzeniu stara się sobie przypomnieć czy nie zrobił czegoś naprawdę głupiego. Pełne wspomnienia nie powracały. Jedynie skrawki, okruchy, nawet nie kadry, a pół kadry. Gdy jednak to wszystko się złoży w całość i uzupełni jeszcze wcześniejszymi wspomnieniami, można uzyskać chociażby ogólny pogląd. Tak było z Anną. Najważniejsze, że wiedziała o tym, że uderzyła pielęgniarkę, uciekła ze szpitala i teraz najważniejsze jest, aby unikać lekarzy i policjantów.

- Bardzo przepraszam, ale nic nie pamiętam… Ktoś mnie napadł i pobił… Nie wiem kto… Nie wiem jak się nazywam… Proszę księdza, nie wiem… - rozpłakała się, a ksiądz usiadł przy Annie objął ją i przytulił.

Kpiarsko się uśmiechnęła. Ksiądz nie mógł tego zauważyć, ale Marta widziała ten uśmiech bardzo dokładnie. Nawet ona, kobieta cyniczna, była zaskoczona tym widokiem. Znieruchomiała, a stary mężczyzna w sutannie gładził Annę po głowie na znak tego, żeby się nie martwiła, bo wkrótce wszystko będzie dobrze.

- Nie płacz, nie płacz – prosił. – Zaraz zadzwonię na policję i dowiemy się kim jesteś. Przecież musiał ktoś coś widzieć… Wszystko się… - nie dokończył.

z0940 (24 kB)

- Policję? – Anna odepchnęła księdza i gwałtownie wstała z łóżka. – Widziałaś! Widziałaś! – zwróciła się do Marty wskazując na mężczyznę. – On się do mnie dobierał! Będziesz świadkiem! Ten katabas się do mnie dobierał!

Marta była nie mniej zaskoczona niż stary ksiądz.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +