UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

- Pani jest chora. Musi Pani iść do lekarza…

- Do lekarza. – powtórzyła za mężczyzną. – Do lekarza? – jej oczy stały się okrągłe jak u dziecka. – Nie do lekarza, nie… - wstała i niemal biegiem zbliżyła się ku wyjściu z pokoju…

- Gdzie pani idzie? Proszę zaczekać… W takim stanie nie może pani nigdzie iść…

Zatrzymała się tuż przed drzwiami i patrząc na nie spytała?

- Kim ja jestem…?

Odwróciła się, podeszła do starego człowieka, uklęknęła przed nim i ponownie spytała.

- Kim ja jestem? Powiedz mi kim ja jestem?

Ksiądz nie odezwał się. Pomógł jej wstać.

- Dlaczego nie chce pani iść do lekarza?

- Nie wiem… boję się… nie wiem… boję się. Do lekarza? – spytała – Nie! Nie do lekarza! – krzyknęła nie znając powodu tej bojaźni.

- Najpierw musi pani coś zjeść. Proszę usiąść…

Usiadła przy stole, a stary ksiądz postawił na nim przygotowane wcześniej kanapki. Potem odszedł w róg pokoju, gdzie ustawiony był elektryczny czajnik i włączył go. Woda nie zdążyła się zagotować, gdy kanapek nie było już na talerzu. Anna zjadła je łapczywie połykając wielkie kęsy, jak człowiek, który głodował przez wiele dni. Do tej pory nie czuła głodu, ale widok jedzenia pobudził łaknienie.

- Proszę się przebrać. Przyniosłem pani ubranie z darów jakie przynoszą do nas parafianie. Ja teraz wyjdę, a potem pójdziemy tam, gdzie będzie się mogła pani umyć i spędzić noc.


Anna szła jakby była zahipnotyzowana. Ksiądz cały czas ją obserwował. Nie podtrzymywał jej, ale uważnie śledził każdy ruch, by w chwili, gdyby się zachwiała lub potknęła przytrzymać ją chroniąc przed upadkiem. Minęli kościół, przeszli jeszcze kilkadziesiąt metrów i weszli do jednopiętrowego budynku z kilkoma tablicami na frontowej, niedawno odnowionej ścianie.

- Proszę, proszę, niech pani wejdzie. Niech się pani boi. To jest dom samotnej matki, ale poprosiłem siostry, aby przyjęły panią na dzisiejszą noc. Jutro porozmawiamy na spokojnie i zastanowimy się co z panią zrobić. Tu pani nic nie grozi.

z0940 (24 kB)

Przekazując Annę siostrze zakonnej, ksiądz spojrzał dobrotliwie na swój znaleziony wrak człowieka i robiąc znak krzyża odszedł w kierunku plebani.

Miejsce w którym się znalazła wydawało się miłe. Było tu przede wszystkim ciepło, pachniało kolacją i jedynie kilka dzieciaków biegało i hałasowało.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +