UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

- Zaraz przyniosę pani coś do jedzenia. Proszę się stąd nie ruszać.

Odszedł, a kobieta położyła się na łóżku. Metalowym, ze skrzypiącymi sprężynami, przykryła się kołdrą i kocem, po czym czując jak jej ciało nabiera ciepła przynosząc sen.

Obudziła się wieczorem nie wiedząc czy to już noc i jak długo spała. Przy niewielkim biurku siedział odwrócony do niej stary człowiek.

- Gdzie ja jestem spytała?

Mężczyzna odwrócił się i wyjaśnił gdzie się znajduje.

- Potrzebuje pani pomocy? – spytał dość niezręcznie, bo na pierwszy rzut oka wyglądało, że ta pomoc jest potrzebna.

- Nie wiem – odpowiedziała po chwili wahania.

- Gdzie pani mieszka? Jak się pani nazywa?

Anna długo się zastanawiała. Na jej twarzy z każdą chwilą malował się wyraz coraz większej niepewności.

- Nie wiem… – odpowiedziała w końcu.

- Nie wie pani jak się pani nazywa? – ksiądz wydawał się być zdziwiony. – A wie pani co się stało? Dlaczego siedziała pani na schodach przed kościołem?

- Chciałam… chyba chciałam się pomodlić – powiedziała to tak, jakby zgadywała nie mając pewności, że odpowiedź jest prawidłowa.

- Ktoś panią pobił? Mąż?

z0940 (24 kB)

Niezrozumiała pytania. „Jaki mąż?” „To ja mam męża?”

Ksiądz wstał z krzesła i podszedł do Anny. W pierwszej chwili chciał położyć dłoń na jej czole, by sprawdzić czy nie ma gorączki. Zreflektował się widząc ranę i dotknął policzka.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +