UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VIII

Człowiek planując dalsze życie dokładnie wie, co i w jaki sposób należy zrobić, aby te plany się powiodły. Gdy jednak przystępuje do realizacji swych zamierzeń okazuje się, że to co w teorii było łatwe do wykonania niespodziewanie okazuje się bardzo trudnym przedsięwzięciem. Nie, nie dlatego, że to jest naprawdę tak trudne, ale dlatego, że ludzki umysł nachodzą wątpliwości, ogarnia strach przed porażką, przychodzi zdziwienie, że nie ma nikogo, kto chciałby pomóc.


Anna idąc nie wiadomo dokąd poczuła się tak, jakby ktoś wycisnął z niej całą energię. Zapomniała o tym, o czym przez ostatnie tygodnie tak intensywnie myślała. Czuła się zagrożona, osaczona i odrzucona. Wystarczy jednak impuls, coś niezwykłego, coś zaskakującego, a zmysły pobudzone przez hormony stają się wyostrzone, a umysł zaczyna pracować na przemian analitycznie i syntetycznie. Tym impulsem było jej własne odbicie w wystawowej szybie.

Ujrzała kobietę inną od siebie. Brudną na twarzy, z czarnymi dłońmi, z rozmierzwionymi włosami i w tandetnej sukience założonej tył na przód, która swą bielą kontrastowała z ubrudzonym ciałem. Ujrzała kobietę, której oczy były niemal martwe, usta opuchnięte, a ręce podrapane i pokaleczone. Spostrzegła własne przerażenie lecz patrząc w głębię duszy nie dostrzegła niczego co mogło być warte uwagi. Ten widok budził ją do życia. Najpierw powoli, niespiesznie, by po kilku sekundach znacznie przyspieszyć, aż w końcu wywołać ekstremalną reakcję. Nie czując, żalu, ani bólu, nie mając w sobie odrobiny radości zaczęła płakać. Pierwsza łza spłynęła po policzku bezgłośnie. Następna łza wywołała cichy szloch. Każda kolejna budziła spazmatyczny, szaleńczy śmiech. A gdy śmiech narastał i coraz donioślej rozchodził się w nocnej ciszy, nagle ucichł. Anna stojąc przed wystawową szybą zaczęła uderzać pięściami we własne odbicie. Z wściekłością, z natarczywością, z nienawiścią pragnęła usunąć je z witryny. Drapała, biła, znęcała się. Zmęczona, wypełniona rezygnacją oparła czoło o zimną szybę. Po chwili odchyliła je i lekko uderzyła głową w przezroczystą taflę. Uczyniła to po raz drugi, po raz trzeci i czwarty, a za każdym razem coraz silniej. Uderzyła po raz kolejny, a na szybie pojawił się gwiaździsty znak pęknięcia zabarwiony krwią. Wreszcie poczuła ból, co trochę ją zdziwiło. Dotknęła palcami rany na czole. Spojrzała na zaczerwienione palce, zbliżyła je do ust i jakby delektując się smakiem własnej krwi spijała ją kropla po kropli. Odwróciła się. Po drugiej stronie ulicy stał kościół. Strzeliste, neogotyckie wieże oświetlone od dołu punktowymi reflektorami, zapraszały by zbliżyć się do Boga. By stanąć z nim oko w oko i zdać sprawę ze swoich uczynków.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +