UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VII

Zygmunt choć na jawie przeżył właśnie taki sen, a przebudzony z niego popchnął stojącą przed nim kobietę. Pchnięcie było silne, ale ze względu, że środek ciężkości Marty był dość nisko usytuowany zdołała utrzymać równowagę. Impet pchnięcia spowodował, że cofnęła się kilka kroków i patrząc ze złością splunęła w kierunku mężczyzny.

- Już cię zniszczyłam – ponownie się zaśmiała, ale tym razem był to śmiech szalony, zawistny, śmiech człowieka, który stojąc nad grobem swojego największego wroga cieszy się, że Bóg jest jednak sprawiedliwy.

- Nie trzeba tak wierzyć ludziom – powiedziała marszcząc twarz w złości. – Trzeba było pilnować interesu. Jesteś nikim. Jesteś bankrutem. Zniszczyłam cię. Lepiej zajrzyj w dokumenty tej swojej pięknej firmy…

Zaczynał rozumieć. Nie wiedział jakim sposobem, nie wiedział dlaczego, ale domyślił się, że przyczyną jego kłopotów jest Marta. Chciał do niej doskoczyć, ale nie mógł. Ktoś mu wykręcił ręce, zakładając coś na przeguby dłoni. Szarpnął się raz jeszcze i dopiero teraz zauważył, że trzyma go dwóch policjantów.


Człowiek traci kontrolę nad własnym życiem wtedy, gdy się tego najmniej spodziewa. Mając poczucie własnej wielkości, nieomylności i niezmienności; mając poczucie, że jest się jednym z tych, którym dana została boża iskra; mając poczucie, że znam siebie tak dobrze, że nic nie może się zdarzyć przeciw mnie, ani we mnie; mając poczucie, że w zupełności wystarczy, aby Bóg dał mi zdrowie, bo ze wszystkim co pozostałe poradzę sobie sam i tylko sam; mając to wszystko, człowiek zapomina, że nie jest B_O_G_I_E_M.


Zygmunt był zbyt oszołomiony, żeby zdawać sobie sprawę, że właśnie utracił kontrolę nad własnym życiem. Siedział na twardym krześle, patrzył ni to w dal, ni to tuż przed siebie, ni to na postać prokuratora. Patrząc, mając otwarte oczy i doskonały wzrok, nie dostrzegał nic istotnego na co było warto zwrócić uwagę.

- Czy ty człowieku masz jakąś obsesję na punkcie kobiet?

Nie zareagował na pytanie prokuratora.

z0940 (24 kB)

- I po co ci to było? Przecież teraz pójdziesz siedzieć jak nic.

Trudno jednoznacznie stwierdzić czy Zygmunt nie słyszał słów prawnika, czy w dalszym ciągu nie minęło oszołomienie, czy może grunt, który urwał się spod jego stóp w dalszym ciągu się osuwał, a on sam wciąż spadał i spadał. Nie zrobił na nim żadnego wrażenia zgrzyt zamykanego zamka aresztanckiej celi, ani fakt, że znajdował się w niej sam. Znajdował się w stanie, o którym można powiedzieć, że człowiek nie ma pewności czy był, czy jest i czy będzie.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +