UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VII

Nie zareagowała. Syn Marty potknął się i upadł na kolana, a broniąc się przed upadkiem na twarz przejechał dłońmi po szorstkim asfalcie. Uniósł głowę patrząc na matkę z niepokojem. Ta schyliła się i chwytając za przegub dłoni niemal uniosła ponad powierzchnię drogi. Ta chwila jednak wystarczyła, by Zygmunt wyprzedził Martę. Stanął naprzeciw tarasując drogę. Chciała go wyminąć, ale on nie pozwalał. Za każdym razem przesuwał się w tę samą stronę co kobieta. Ten dziwny taniec trwał prawie minutę. Taniec bez słowa. Taniec, gdzie dwoje partnerów patrzyło sobie w oczy spojrzeniem w którym było odrobinę nienawiści, szczypta strachu, trochę niepewności i cała masa wściekłości.

- Już ci raz powiedziałam, żebyś się ode mnie odpierdolił! – wykrzyczała z taką mocą, że poczuł kropelki kobiecej śliny na swojej twarzy.

- Nie klnij przy dziecku – odpowiedział spokojnie.

Marta jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę, że trzyma za rękę syna. Puściła go, lekko odepchnęła, na koniec wykonała gest jaki wielmoża wykonuje wobec swojego sługi, a oznaczający: „możesz się oddalić”.

- Czego ty ode mnie chcesz – spytała.

- Gdzie jest Jan?

- A co mnie to obchodzi?

Zygmunt nie wiedział czy w jej głosie było więcej satysfakcji czy niepokoju.

- Co ty tutaj robisz?

- Niszczę cię! – tym razem satysfakcja była bardzo wyraźna.

- Słucham…? Dlaczego…? Co ja ci zrobiłem…? Zaśmiała się.

z0940 (24 kB)

- Bo tak mi się podoba! I zniszczę Cię! Już Cię zniszczyłam!

Nie wiedział o co pytać. Wszystko to wydawało mu się tak nienormalne, że nie potrafił wykrztusić z siebie choćby jednego słowa. Był jak we śnie, w którym człowiek jest atakowany, ale nie ma możliwości obrony. Nie może ani uciec, ani uderzyć, ani wykonać najmniejszego gestu. Chce się bronić, ale wszystkie jego członki są zablokowane. Ten sen męczy, budzi strach, ale bardzo często w chwili, gdy mara senna staje się nie do zniesienia człowiek budzi się nagle czując, że machnął ręką lub nogą w obronie, a kołdra unosi się pod wpływem uderzenia.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +