UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VII

Następnego dnia już od piątej rano stał w tym samym miejscu i obserwował. Tym razem zaopatrzony w lornetkę nie miał wątpliwości. Kilka minut przed ósmą dom opuściła Marta ze swoim synem. Stali przed bramą i czekali. Chwilę później wyjechał samochód. Wsiedli do niego i odjechali. Zygmunt natychmiast nawrócił. Z piskiem opon zatrzymał się przed wjazdem na teren osiedla tarasując drogę. W oddali widział jak zbliża się auto na które oczekiwał. Brama zaczęła się przesuwać. Z budki ochroniarzy wybiegł człowiek i wymachując rękoma krzyczał, aby nieproszony gość przestał tarasować przejście. Zygmunt nie zwracał na niego uwagi. Był pochłonięty widokiem zbliżającego się samochodu, który z każdą chwilą zwalniał aż w końcu zatrzymał się stojąc tylnymi kołami na terenie osiedla, a przednimi poza nim.

Zaskoczenie Zygmunta było jeszcze większe niż to, gdy niespodziewanie ujrzał Martę. Za kierownicą auta siedział dyrektor jego własnej firmy.

- To jakiś absurd… - powiedział sam do siebie i z impetem wyskoczył z samochodu. Zanim dotarł do znajomej pary, a było to ledwie cztery kroki, zdążył sobie wytłumaczyć, że nerwami nic nie wskóra. Zebrał w sobie cały optymizm, całą empatię oraz całą wiarę w dobroć każdego człowieka, wszystko to wymieszał i stanął na wprost kobiety i mężczyzny. Znał ich lecz w tej konkretnej chwili nie byli podobni do tych, których znał. Wyglądali tak, jak ludzie którzy wychodząc z pogrzebu zauważyli, że człowiek, którego przed chwilą pochowali, właśnie kłania im się na powitanie.

- Co się stało panie Zygmuncie? – spytał mężczyzna, głosem przypominającym dyszkant. Odchrząknął i ponownie spytał.

- Stało się coś? Coś w firmie?...

z0940 (24 kB)

W tej samej chwili otworzyły się drzwi od strony pasażera. Marta wysiadła z samochodu rozkazując synowi, aby zrobił to samo. Wzięła go za rękę i ruszyła w kierunku przeciwnym miastu. W pierwszej chwili Zygmunt nie wiedział co robić. Czy dopytywać człowieka, którego kilka lat temu zatrudnił jako dyrektora czy może pobiec za kobietą i zatrzymać ją. Głowę przekręcał raz w lewo raz w prawo, jak czyni to widz obserwujący rozgrywany na korcie mecz tenisa.

Pobiegł za Martą. Chwycił ją za ramię chcąc zatrzymać. Wyrwała się i przyspieszyła kroku.

- Co tu jest grane? – spytał będąc kilka kroków za kobietą.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +