UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VII

Minął granice miasta i wjechał na teren wsi, która tylko z nazwy była wsią. Celem Zygmunta było ogrodzone i monitorowane osiedle domów jednorodzinnych. Zatrzymał się przed bramą wjazdową i czekał, aż ochroniarz otworzy bramę. Ten jednak wyszedł ze swej murowanej stróżówki i spytał.

- Pan do kogo?

- Ja do firmy „Hetman”… Jestem umówiony…

Ochroniarz zmarszczył czoło i dało się zauważyć, że wytęża pamięć.

- Tu takiej nie ma.

- Jak to nie ma? Otrzymałem taki adres.

- Tu nie ma takiej firmy, chyba ja wiem lepiej…

Zygmunt sięgnął na boczne siedzenie, podniósł z niego zapisaną kartkę i przeczytał na głos.

- Hetman, spółka cywilna, ulica Podgórna 77…

- Proszę zaczekać – ochroniarz wycofał się do swojej budki. Zygmunt widział jak się nieco pochyla i porusza ustami. Potem się wyprostował i zdecydowanym krokiem powrócił przed bramę trzymając w dłoni duży zeszyt.

- Tak jak mówiłem… w tym domu nie ma żadnej firmy. Jak się pan nazywa – nagle zmienił temat.

Zygmunt się przedstawił, a ochroniarz otworzył zeszyt i znowu poruszając ustami bezgłośnie czytał znajdujące się tam zapiski.

- Bardzo mi przykro – powiedział. – Nie ma pana na liście gości. Właściciel zakazał wpuszczania kogokolwiek jeśli nie zostanie on przez niego wpisany. Proszę odjechać i nie tarasować drogi.

Zygmunt odruchowo spojrzał we wsteczne lusterko i zauważył, że stoi za nim jakiś samochód z wyraźnym zamiarem minięcia bramy.

Kilka chwil później jechał nie szybciej niż dwadzieścia kilometrów na godzinę wzdłuż ogrodzenia chronionego osiedla. Szukał numeru 77, ale dostrzegł jedynie 71. Wywnioskował, że 77 musi znajdować się trzy domy dalej, w głębi osiedla. Zatrzymał się i w pierwszej chwili miał ochotę sforsować parkan, ale spojrzał na kamery, którymi osiedle było utkane w przesadny sposób. Obserwował.

Po trzech godzinach chciał zrezygnować i wrócić do domu. Przekręcił kluczyk w stacyjce, wrzucił bieg i wtedy kątem oka zauważył zatrzymujący się samochód. Stanął przed domem, który zdawał mu się być tym, w którym miała się mieścić firma „Hetman”. Z auta wysiadła kobieta i dziecko. Był oddalony od tego miejsca o jakieś sto, może sto dwadzieścia metrów. W pierwszej chwili wydawało mu się, że to jakieś przywidzenie. Uchylił szybę i wytężał wzrok, jak ktoś, kto stojąc na Kopcu Kościuszki w Krakowie pragnie ujrzeć szczyty Tatr.

- Marta…? – powiedział całkiem nieświadomie, nie zdając sobie sprawy, że w ogóle coś powiedział. Chciał krzyknąć, zawołać ją lecz opanował swoje zapędy. Mimo wszystko nie wierzył w to co zobaczył, a gdy kobieta z dzieckiem weszli na podwórko i znikli mu z oczu, jego wątpliwości narosły do tego stopnia, że uznał to za coś nieprawdopodobnego.

z0940 (24 kB)

„Zbyt długo jej szukałem i teraz widzę to, co chcę widzieć” – pomyślał i gdy już był niemal pewien, że to jakieś omamy powracała inna myśl: „A może to jednak Marta?” Odjechał pełen wątpliwości.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +