UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VII

Policjant wyszedł z domu Zygmunta i nieusatysfakcjonowany znacząco kręcił głową w kierunku cywili co miało oznaczać „nikogo tu nie ma”. Chyba naprawdę liczył na to, że Anna będzie w tym mieszkaniu. Natomiast Zygmunt wybudzony i podenerwowany nie miał zamiaru się ponownie kłaść do łóżka. Od kilku tygodni szukał punktu zaczepienia, który pozwoliłby mu oczyścić się z zarzutów. Nie rozumiał dlaczego Anna nie powiedziała, co tak naprawdę się stało. Nie mógł jej spytać, bo od sądu otrzymał zakaz zbliżania się do niej. Pewnego dnia nawet zaryzykował i poszedł do szpitala, ale tam nikt nie chciał słuchać jego argumentacji i nie rozumiał potrzeby spotkania się z Anną Szulc. Z Janem też nie mógł się skontaktować. Chociaż pod jego domem bywał i trzy razy na dzień, chociaż dzwonił do niego wielokrotnie, to ten jakby zapadł się pod ziemię. Czatował też pod firmą, której Jan był właścicielem. Bez rezultatu. Jakby zapadł się pod ziemię. Zwrócił uwagę prokuratorowi na ten fakt, ale on zbył go mówiąc, że w odróżnieniu od niego, Jan Szulc nie ma zakazu opuszczania miejsca zamieszkania i nie musi raz w tygodniu meldować się na posterunku policji. Słowem, wolny człowiek może dowolnie dysponować swoim czasem i przebywać tam, gdzie mu się żywnie podoba. Poszukiwania Marty też niewiele przynosiły. Wynajął detektywa, by ją odnalazł, ale ten brał jedynie pieniądze nie dostarczając żadnych konkretnych informacji. Kiedyś w pełnej desperacji poszedł do pewnego wróża, który podobno potrafił lokalizować zaginionych. Ten stwierdził, że bez fotografii kobiety trudno będzie ją zlokalizować, ale spróbował. Pomachał dłońmi nad mapą Polski, wypowiedział kilka niezrozumiałych słów by na koniec zlokalizować ją „w tym mieście lub w okolicach tego miasta”. Zygmunt wracając od wróża śmiał się sam z siebie i z własnej naiwności.

Dzisiaj miał jednak większe zmartwienia na głowie. Jego firma, która dotąd funkcjonowała świetnie i to w zasadzie bez udziału Zygmunta, ponieważ wszystko toczyło się siłą rozpędu i nie wymagało specjalnych działań, ta firma z dnia na dzień straciła blisko siedemdziesiąt procent zamówień. Zaczął popadać w długi i nie rozumiał z jakiego powodu jego kontrahenci zrezygnowali z jego usług. Sprawa wyjaśniła się podczas rozmowy z szefem przedsiębiorstwa, które dotąd zaopatrywała firma Zygmunta.

- Jest pan dla nas zbyt drogi – usłyszał.

- To przecież możemy negocjować – odpowiedział.

- Bardzo mi przykro, ale nie. Nasz nowy dostawca zagwarantował nam ceny trzydzieści procent niższe.

- Kim jest ten dostawca?

- Nie mogę powiedzieć…

z0940 (24 kB)

Ustalenie konkurenta nie było trudne. Wyszedł z gabinetu prezesa i zamiast wyjść za bramę zakładu ruszył do hali produkcyjnej. Tuż za wielką metalową bramą stały produkowane przez niego komponenty z naklejoną metką na której widniała nazwa firmy. Nie jego firmy. Wrócił do domu, w Internecie odnalazł adres przedsiębiorstwa. Wszystko to działo się wczoraj. Dzisiaj wybierał się zobaczyć, co to za firma i jakim cudem robią to samo poniżej możliwych do zaakceptowania kosztów.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +