UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VI

Wiedziała co ma zrobić. Odwróciła się, spojrzała na leżącą w oddali nieprzytomną kobietę i ruszyła w jej kierunku. Zrobiła trzy kroki, chciała zrobić czwarty, ale nie potrafiła. Blokada mięśni spowodowana przez kolosalne napięcie nerwowe pozbawiła ją możliwości ruchu. Z trudem dociągnęła nogę zakroczną i stanęła na baczność. Nie była pewna tego czy to podłoga zbliża się do niej, czy też nie może ustać na nogach, bo te uginają się pod jej własnym ciężarem. Te rzeczywiście uginały się i po chwili Anna klęczała. Chciała wstać, ale chociaż mózg przekazywał sygnały do ścięgien, te nie chciały się naprężyć w wysiłku. Przechyliła się do przodu i oparła na dłoniach. Ta pozycja wydawała się być tym bardziej komfortowa, że teraz zdołała przesuwać raz jedno kolano, raz drugie, raz jedną rękę, raz drugą. Im była bliżej pielęgniarki, tym szybciej się przemieszczała. Odnosiła wrażenie, że mogłaby już wstać, że wszystko powróciło do normy, ale nie chciała ryzykować. Mając oparcie w czterech punktach była bezpieczna.

Ciężko oddychając przeszukiwała kieszenie fartucha kobiety. Liczyła, że właśnie tu znajdzie kartę z magnetycznym paskiem, który przekaże elektroniczny sygnał i otworzy drzwi. Pielęgniarka otworzyła oczy. Annie zdawało się, że za chwilę usłyszy krzyk wzywający pomocy. Tymczasem usłyszała jedynie słaby głos i dwa słowa:

- Pomóż mi…

- Gdzie jest ta cholerna karta do wyjścia…? – zasyczała, ale odpowiedzi nie mogła uzyskać. Kobieta ponownie straciła przytomność.

Wzrok skierowała w dół zdziwiona faktem, że stoi. Zdziwienie przeistoczyło się w rezygnację, a ta w nadzieję. Nie zwracając uwagi, że jej zachowanie powoduje coraz większy hałas pobiegła do dyżurki pielęgniarek. Zaczęła otwierać szuflady poszukując upragnionego przedmiotu. Z tych otwartych wyrzucała wszystko na podłogę, w zamknięte kopała ze złością. Kopnęła też fotel na kółkach, który oparciem uderzył w szafkę z lekami i rozbił szybę. Rezygnacja powróciła. Bezradnie stanęła przed blatem, który od strony korytarza był zasłonięty kontuarem i zobaczyła to, co chciała zobaczyć. Karta magnetyczna leżała na wierzchu. Wybiegła na korytarz. We wszystkich drzwiach szpitalnych stali chorzy i bez słowa, w pewnym oszołomieniu przyglądali się temu, co się dzieje. Po chwili Anna była poza oddziałem. Wiedziała, że wyjście stąd to tylko pierwszy etap. Teraz trzeba było opuścić teren szpitala tak, aby nikt tego nie zauważył. A ona była przecież w nocnej koszuli i szlafroku.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +