UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VI

Anny nikt nie odwiedzał. Została przeniesiona tu ze szpitala ogólnego w koszuli. Na miejscu otrzymała jeszcze szlafrok i jedynie te dwie rzeczy były jej wypożyczoną od szpitala pozorną osobistą własnością. Nałożyła na siebie tę własność i wyszła z pomieszczenia, jak najdelikatniej zamykając drzwi. Odwróciła się i zdumiona ujrzała dyżurującą pielęgniarkę. Stała tuż przed nią i chciała coś powiedzieć, ale w chwili, gdy otwierała usta poczuła na twarzy uderzenie zadane kobiecą pięścią uzbrojoną w pęk kluczy. Głowa kobiety odchyliła się nienaturalnie, jej oczy w zdziwieniu rozwarły się szeroko nie spuszczając na chwilę postaci, która wymierzyła cios. Wydawało się, że uderzenie nie było na tyle silne, by pielęgniarka straciła równowagę. W pierwszej chwili stała mocno na nogach, ale gdy głowa zaczęła powracać do właściwej pozycji utraciła panowanie nad ciałem i przechylając się do tyłu, próbując jeszcze złapać Annę za poły szlafroka, upadła na plecy. Głuche echo, które było wynikiem uderzenia czaszki o posadzkę rozległo się po korytarzu.

Agresorka była nie mniej zaskoczona tym co się wydarzyło od zaatakowanej. Jednak tej drugiej wyraz zaskoczenia na twarzy w jednej chwili przemienił się w brak wyrazu. Była nieprzytomna. Natomiast przez Annę w ciągu kilku sekund przeniknęły trzy stany ducha. Pierwszym było zadziwienie tym co się stało. Drugim niepokój czy nikt tego nie widział. Trzecim przeraźliwy strach, że zrobiła coś naprawdę złego. W zdziwieniu wpatrywała się w leżącą postać. W zaniepokojeniu rozglądała się po korytarzu. W strachu uciekła do swojej sali chowając się pod kołdrę. Leżała skulona z wielką siłą zaciskając klucze, które wciąż trzymała w dłoni. Właśnie te klucze były tym co pozwoliło się Annie uspokoić. Nagle poczuła ból i zdała sobie sprawę, że spowodowany jest on przez zbyt mocno zaciśnięte palce na wyżłobieniach w metalu. Odkryła twarz. Nasłuchiwała. Nie słyszała nic niepokojącego. Wstała z łóżka i wysunęła głowę poza futrynę. Pielęgniarka leżała w niezmienionej pozycji. Wykonała jeden duży krok nad kobietą i zaczęła biec ku wyjściu. Niespodzianie usłyszała czyjeś szybkie kroki. Zatrzymała się i ponownie rozejrzała. Wokół nikogo. Zdała sobie sprawę, że odgłos kroków, to był odgłos jej koków. Tym razem szybko, ale jak to możliwe bezgłośnie, zbliżała się do wyjścia. Zatrzymując się przed oszklonymi drzwiami wybierała ten klucz, który mógłby dać jej wolność. Wybrała jeden i chciała wsadzić do zamka. Zatrzymała się w pół ruchu. Niedowierzając zmysłom docierało do niej, że w drzwiach nie ma zamka. Zamiast niego, tuż obok na ścianie, na wysokości ramienia zamontowana jest niewielka skrzynka na kartę magnetyczną.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +