UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VI

- Daj mi coś na sen, suko!

Anna nie podnosiła głosu. Szeptała, ale tak, że szept roznosił się w nocnej ciszy.

- Nie mogę bez zalecenia lekarza – odpowiedziała pielęgniarka.

- To go obudź!

- Nie mogę, to jego trzecia noc na dyżurze.

Anna spojrzała na grafik lekarskich dyżurów i przeczytała nazwisko lekarza, który był jej lekarzem prowadzącym. Potem na zegar wiszący na ścianie. Była 2.30.

- Obudź go i dajcie mi coś na sen! - to już nie było żądanie, tym bardziej nie była to prośba. W głosie Anny dało się wyczuć groźbę.

Pielęgniarka spojrzała na pacjentkę, jakby zastanawiając się co w takiej sytuacji ma uczynić. Obudzić lekarza? Wezwać ochronę? Wybrała trzecie rozwiązanie. Wstała, podeszła do metalowej szafki z lekami, wyjęła tabletkę i podała chorej kobiecie. Ta skryła pastylkę w ustach, połknęła bez popijania nie zdając sobie sprawy, że zamiast środka nasennego otrzymała zestaw witamin wzmocniony magnezem.

Jedyną korzyścią jaką przyniosły witaminy, a może po prostu, krótki nocny spacer było to, że zamiast oczekiwania na ból myślała o tym, jak najszybciej odzyskać wolność. Po godzinie takich rozważań wstała i zdjęła z siebie koszulę zrzucając na podłogę. Stała naga w ciemnościach zastanawiając się czy warto. Uchyliła drzwi, ale tylko na tyle, aby mogła się prześlizgnąć na korytarz, ale nie na tyle by zaskrzypiały. Ponownie szła bezszelestnie w kierunku dyżurki pielęgniarek, ale nie dochodząc do niej zatrzymała się przed drzwiami lekarskiego pokoju. Nacisnęła klamkę. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Pokój rozświetlony był żarówką o niewielkiej mocy osłoniętą przez duży abażur i choć wszystko można było wyraźnie dostrzec, to panował półmrok pozbawiony cieni. Obok dwóch biurek, kilku szafek, krzeseł, telewizora i szpitalnej leżanki, tuż za drzwiami, stała wersalka na której spał człowiek. Zasnął przed kilkoma godzinami po raz pierwszy od dwóch dni i nocy. Leżał na plecach, ręce i nogi miał rozrzucone po całej powierzchni wersalki. Ubrany w białe spodnie i takąż samą bluzę. Anna zamknęła drzwi i stanęła nad nim.

Miała plan. Chciała sprowokować go do zbliżenia, a następnie krzycząc, obudzić cały szpital oskarżając lekarza o molestowanie. Gdy jednak stojąc nad śpiącym człowiekiem zauważyła, że z jego kieszeni wysunęły się klucze zmieniła zamiar. Wzięła je i tak samo bezszelestnie jak tu przyszła, wróciła do swojej sali. Siadła na łóżku i przekładając w dłoniach pęk kluczy, klucz po kluczu, zastanawiała się, który z nich jest do drzwi oddziału. Podjęła decyzję.


z0940 (24 kB)

Chociaż w dzień większość pacjentów chodziła w normalnych ubraniach, to było niewielkie grono tych, którzy w tym samym odzieniu spędzali dzień i noc. Dzielili się na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy nie czuli potrzeby przebierania się lub ubieranie przekraczało ich możliwości intelektualne; druga to ci, którzy nie posiadali ubrań dziennych z tej prostej przyczyny, że nikt ich nie odwiedzał i nikt tych ubrań im nie przyniósł. Przez ubranych, nieubrani byli traktowani, jako ludzie drugiej kategorii, ci gorsi, ci bez przyszłości, ci dla których nie ma nadziei. Jednakże nieubrani budzili respekt wśród ubranych i mówiono o nich, że trzeba uważać, bo nigdy nie wiadomo, co głupiemu może strzelić do głowy.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +