UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VI

Dwa tygodnie później uznała, że jest gotowa.

- Rozczarowanie zaczyna się wtedy, gdy ktoś uzna, że zmieni drugiego człowieka – po raz pierwszy od długiego czasu Anna w sposób werbalny wyartykułowała własne myśli.

- Dlaczego pani uważa, że chcę panią zmienić? – dopytywał się lekarz nieco zaskoczony zmianą w jej zachowaniu.

- Ile to już razy, byłam u ciebie? Ile razy chciałeś, żebym zaczęła ci się zwierzać?

W głosie kobiety dało się wyczuć bezczelność, pewność siebie, a nawet drwinę.

- A jednak się udało. Zmieniłem panią. Zaczęła się pani do mnie odzywać.

- Tylko tak ci się zdaje. Chcę to mówię, a jak nie będzie chciało mi się gadać, to nie będę gadać. Tylko tak ci się zdaje, że to twoja zasługa. – Anna wciąż zachowywała się dość arogancko. – Jestem zdrowa. Możesz mi dać kartę wypisu.

- Jeszcze nie. Dopiero teraz zaczniemy terapię…

- Słucham?

- …

- Nie możesz mnie tu trzymać na siłę! – traciła opanowanie, co wcześniej, jeszcze, gdy była żoną swojego męża prawie nigdy się jej nie zdarzało.

- Myli się pani, mogę tu trzymać panią jeszcze przez co najmniej dwa miesiące. Tyle trwają procedury. Może się pani oczywiście zwrócić do sądu rodzinnego ze skargą o niezasadne przetrzymywanie w szpitalu. Proszę jednak mi wierzyć, że sąd z reguły wierzy lekarzom, a nie chorym. Ja się po prostu boję tego, że wskutek doznanych wstrząsów psychicznych może być pani groźna dla siebie i dla otoczenia. Abym był pewien pani poczytalności, musimy odbyć kilkanaście sesji. Im szybciej zaczniemy, tym…

W Annie zawrzało. Przez kilka chwil brakowało jej słów. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Sądziła, że jak zacznie zachowywać się jak przeciętny osobnik, to automatycznie zostanie uznana za zdrową. Opierając dłonie o podłokietniki fotela zaczęła się powoli unosić…

- Pierdol się doktorku!

Wybiegła z gabinetu trzaskając drzwiami za którymi jak zwykle czekał Bartosz. Widział wzburzenie Anny, nie rozumiał go. Podświadomość podpowiadała mu jednak, że ktoś, kto jest za tymi drzwiami zrobił krzywdę jedynej osobie, która istniała w jego świecie. Drzwi do gabinetu lekarskiego otworzył tak gwałtownie, że odbiły się na zasadzie sprężyny i zanim zdążył wejść do środka uderzyły go w twarz. Z nosa polała się strużka krwi.

Anna usłyszała rumor. Odwróciła się i zobaczyła zakrwawionego Bartosza.

- Ratunku – krzyknęła. – Lekarze biją! Ratunku! Wezwijcie policję.

Przez kilkanaście sekund nikt nie potrafił pojąć co tak naprawdę się stało. Oprócz jednego rozpaczliwego głosu, który rozbrzmiewał po szpitalnym holu, nikt nie wypowiedział słowa choćby szeptem.

Anna w swej wściekłości postanowiła wykorzystać sytuację i zemścić się na lekarzu, który odmówił jej wolności. Natomiast lekarz widząc zakrwawionego Bartosza wziął go pod rękę i prowadząc do pokoju pielęgniarek, zwrócił się do Anny.

z0940 (24 kB)

- Proszę się uspokoić. Takim zachowaniem wcale sobie pani nie pomoże.

Kobieta uśmiechnęła się szeroko w ten sposób jak uśmiechają się kobiety, które usłyszały niecodzienny komplement.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +