UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VI

Ta zwykła, przeciętna kobieta będąca synonimem wierności, miłości, czułości i wiary w naturalne dobro człowieka. Ta kobieta, która do tej pory była siedliskiem pokory, poddaństwa i uzależnienia od mężczyzny. Ta kobieta dla której wystarczył jeden uśmiech, aby przebaczyła i zapomniała. Właśnie ta kobieta o nieskalanej duszy zatraciła wszystko to, co do tej pory ją cechowało. Narodził się w niej przymus wewnętrzny, który nie dawał spokoju. Pragnęła odwetu, zemsty, łez, bólu, psychicznej udręki, szyderstwa, poniżenia. Lecz nie pragnęła tego dla siebie, ale dla całego świata, dla innych. Jej odmianę można porównać do człowieka na wskroś uczciwego, który brzydzi się korumpowaniem, złodziejstwem, oszustwem i innymi podobnymi działaniami. Jednak, gdy ten sam człowiek przez lata obserwuje, jak inni korumpują, kradną, oszukują, a wszystko uchodzi im na sucho, to wcześniej lub później dochodzi do wniosku: „wszyscy kradną i mają się lepiej ode mnie, a więc to jest najlepszy sposób na życie”. I ten prawy obywatel niespostrzeżenie dla samego siebie staje się złodziejem i oszustem. Tak właśnie było z Anną. Zrozumiała, że jej życiowy idealizm, to tylko idee fix, nierealne marzenie, utopia małżeńska. I chociaż od dawna miała takie przeczucie, to teraz wiedziała na pewno: dobro przekazane innej osobie wcale do ciebie nie powraca.


- Pani Anno wiem, że mnie pani słyszy – lekarz psychiatra upierał się przy swoim przekonaniu podczas tak zwanej sesji terapeutycznej. – Dlaczego nie chce pani ze mną porozmawiać?

Anna rzeczywiście słyszała słowa lekarza, ale najzwyczajniej w świecie nie chciało jej się otwierać ust. Nie czuła potrzeby dzielenia się swoimi myślami. Ogarnięta brudnymi marzeniami oraz obsesyjną pasją planowania przyszłości, która będzie odciskała się na losach innych ludzi, oczekiwała na właściwą chwilę. Nie czuła się jeszcze na siłach. Chociaż objawy jakie pozostały po wylewie krwi do mózgu prawie minęły, to chciała być w pełni sprawna. Już nie pociągała za sobą lewą nogą, a twarz nabrała zdrowego wyglądu. Jedynie w lewej ręce nie miała pełnej władzy. Ćwiczyła przez wiele godzin dziennie, zapamiętale, z bólem, ale i z radością. Walczyła o samą siebie. Jednak najważniejsze było to, że rezonans komputerowy nie wykazywał żadnych zmian w mózgu. Lekarze twierdzili, że szybki powrót ciała do zdrowia był spowodowany pourazowym szokiem. Wielotygodniowy pobyt w szpitalu dla psychicznie i nerwowo chorych pozwolił się jej całkowicie wyciszyć, co poskutkowało autoregeneracją. Paradoks? To co mogło ją zabić uratowało jej zdrowie, a może i życie? Paradoks! Przecież ludowe mądrości nie biorą się znikąd. Tak jak ta o tym, że co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +