UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział VI

Tak samo Anna, jak i Bartosz cierpieli na tą samą przypadłość. Ich duchowe wnętrze było jak garnek z gotującą się zupą pod którym nikt w porę nie zgasił ognia. Najpierw ich dusze nabierały zbyt wielkiej temperatury, potem zaczęły wrzeć emocjami, które to emocje w końcu zaczynały kipieć i zalewać energię umysłu, energię ciała gasząc ją w sposób niemal bezpowrotny. Tak to przynajmniej wyglądało z punktu widzenia osoby postronnej. Lecz przecież, gdy zgaśnie ogień w garnku pozostaje zupa. Przestaje parować i choć być może nieco przypalona, po dodaniu odpowiednich przypraw i dolaniu wody można ją skonsumować. W duszach tych dwojga także pozostały emocje, a nie objawiały się dlatego, że jeszcze były zbyt obfite. Lęk i poczucie winy, strach i poczucie odrzucenia, rozpacz, a nad tym wszystkim radość z tego, że człowiek jest wreszcie sam dla siebie. Nikt go nie potrzebuje, on nie potrzebuje nikogo. Wszystko to zwinęło się w kłębek i schowało w najdalszym, najgłębszym zakamarku powodując, że ciało przestało być przekaźnikiem emocji i stało się jedynie jednostką czysto fizyczną ze swoim cieplnym potencjałem uzyskiwanym dzięki połykanym bez smaku potrawom.


Gdzie, kiedy i dlaczego rodzi się w człowieku wewnętrzny przymus? To coś, co człowieka gna w stronę czynienia dobra lub zła. To coś o czym wiemy, że nie przyniesie nam szczęścia, ale nie potrafimy się powstrzymać przed zrobieniem tego czegoś. Obsesyjna myśl, która składa w całość zespół działań racjonalnych, by doprowadzić do nikomu niepotrzebnego i nieracjonalnego końca. Dlaczego tak często umysł ludzki w poczuciu doznanej krzywdy poszukuje dla siebie ratunku w zemście, która w efekcie również wywoła poczucie krzywdy u następnego człowieka?


z0940 (24 kB)

Anna z dnia na dzień czuła się coraz lepiej. Zmniejszane dawki leków przestawały ją otumaniać. To znowu pozwalało dostrzegać świat takim jakim jest. Co prawda, gdy jeszcze nie dopadła jej bezsenność, która stała się zmorą dopiero kilkanaście dni później, budząc się w nocy długo zastanawiała się, gdzie się znajduje i co tu robi, ale po kilku chwilach niemal wszystkie wspomnienia powracały. Jedynego czego nie mogła sobie przypomnieć, to czas od chwili, kiedy niszczyła ubrania Marty do chwili pierwszej rozmowy z lekarzem. Nie wiedziała czy był to okres kilku godzin czy kilku dni, ale nie zależało jej na tej informacji. Nie potrzebowała też wiedzy o tym, co się wtedy z nią działo. Podskórnie wyczuwała własny dramat oraz sprawców tego dramatu. Wręcz namacalnie czuła, że jej świat zawalił się w gruzy i straciła wszystko, co było dla niej najważniejsze. Pozornie mogłoby się wydawać, że kobieta skazana na samotność, oszukana, zhańbiona, zelżona i pobita; kobieta chora na ciele i psychice; kobieta bez perspektyw na odbudowanie własnego życia, powinna myśleć o zakończeniu tego życia. Tymczasem było coś, co powodowało, że nie tylko chęć życia, ale także potrzeba szybkiego powrotu do zdrowia była nadzwyczaj silna.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +