UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział V

strona 72

- Nic innego nie przyszło mi do głowy.

- Chyba żartujesz? Powiesz mi co się stało?

- Nie! To nie twoja sprawa!

- Noc spędziłem zamknięty na klucz za żelaznymi drzwiami, a ty mówisz, że to nie moja sprawa? Odwołasz co zeznałeś, czy mam to załatwić inaczej?

Tym razem Zygmunt przeszedł na ton stanowczy, wręcz zastraszający, ale najwidoczniej nie zrobiło to większego wrażenia na rozmówcy.

- Tak się wszystko ułożyło, że nie mogę nic dla ciebie zrobić.

- Dla mnie? Zrobić dla mnie? Ty chyba żartujesz. Co ty dla mnie możesz zrobić! Przyznaj się! Ty ją pobiłeś?

- Nie, to nie ja. Przecież widziałeś.

- Nic nie widziałem. Najpierw ją pobiłeś, a potem przestraszyłeś się i chciałeś ją ratować.

- Nie, to nie ja. Skończmy tę rozmowę, to nie ma sensu. Mówię ci, że sytuacja jest taka, że nic dla ciebie nie mogę zrobić, a jak to zrozumiesz, to już twoja sprawa.

- Jadę do ciebie... – lecz Jan już tego nie usłyszał. Rozłączył się nie dając szans ani sobie, ani Zygmuntowi na wyjaśnienie sprawy.

Tymczasem dla Zygmunta stało się jasne, że wizyta Anny w jego domu była dla niego zbawieniem. Bo czyż upokorzony człowiek pierwsze kroki będzie kierował do swojego oprawcy? Gdy jednak głębiej wnikał w istotę sprawy, tym bardziej dochodził do wniosku, że może właśnie tak być, że poszkodowany będzie szedł tam, gdzie może go spotkać kolejne upokorzenie. Tym bardziej jeśli osoba niszczona jest w szoku i będzie chciała znaleźć wytłumaczenie u niszczyciela. Po chwili wracał do pierwotnego wątku, że każdy rozsądnie myślący człowiek przyjmie, iż bytność Anny była raczej poszukiwaniem pomocy, niż nieświadomą próbą wejścia do piekła. Plątał się w przemyśleniach, domysłach i planowanych działaniach. Chciał zadzwonić do Mariusza, by powiedzieć mu o tym co się działo wczoraj. Potem do prokuratury, na policję i za każdym razem rezygnował ze swoich zamiarów. Mijający czas powodował, że stawał się coraz bardziej rozdrażniony i zdesperowany. Nagle zrozumiał: „Nie ma co dumać, trzeba działać”.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +