UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział V

strona 70

- Aniu? – odezwał się chcąc wzbudzić jej reakcję.

Reakcji nie było.

- Aniu? Co się dzieje? Odezwij się...

Nie chciała się odzywać.

- Może coś zjesz? Głodna jesteś?

Nie odpowiedziała.

- Musisz jeść! – uniósł głos.

Po raz drugi w ciągu kilku minut wzrok kobiety oprzytomniał. Spojrzała się na Zygmunta wyciągnęła w jego kierunku rękę, uchwyciła za sweter i przyciągnęła do siebie. Przyjaciel usiadł na brzegu łóżka, a ona pociągnęła sweter jeszcze mocniej dając do zrozumienia, aby położył się obok niej. Zrobił to. Wtedy wtuliła się w mężczyznę całym swym ciałem, a on ją objął tak, że tworzyli jedność.

Mimo, że dwoje dorosłych ludzi różnych płci leżało na jednym łóżku tak bardzo blisko siebie; mimo, że obejmowali się i tulili; mimo, że scena ta skrzyła intymnością, to widok ten nie posiadał w sobie choćby odrobiny erotycznej zmysłowości. Dostrzegało się natomiast ucieczkę. Tak jak w oblężonym mieście, gdzie wojna rzuca odłamkami pocisków, a ukryci w załomach strzelcy wyborowi szukają ofiar posyłając śmierć każdej żywej istocie, a żywe istoty ukrywają się, chodzą pochylone, czołgają się, by tylko nie wejść na linię strzału, tak Anna pragnęła się ukryć w ramionach przyjaciela przed snajperskimi kulami ciskanymi w nią nie wiadomo skąd i dlaczego. Wreszcie poczuła się bezpiecznie. Paradoksalnie to samo poczuł Zygmunt.

Nie zadawał więcej pytań. Leżał przy Annie poddając się chwili. Świat przestał być istotny. Przykre myśli przestały go dręczyć. I choć oboje przez całą noc nie mogli zasnąć, to nie zmienili pozycji. Po kilku godzinach, gdy zaczęło świtać, drętwiejące ciało przywracało umysł Zygmunta ku rzeczywistości. Wstał, zrobił kilka przysiadów i skłonów, by krew powróciła do ścierpniętych członków, spojrzał na Annę i widząc, że kobieta nie śpi powiedział.

- Musisz wrócić do szpitala...

z0940 (24 kB)

Jej blade oczy po raz wtóry zaiskrzyły życiem. A może to były łzy, które je tylko zaszkliły? Lecz była to jedyna reakcja na słowa przyjaciela, który na chwilę wyszedł, by powrócić do sypialni z telefonem w dłoni.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +