UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział V

strona 65

- Nie może być gorzej niż jest – powiedział sam do siebie i ruszył w kierunku wejścia. Zapukał w uchylone drzwi, ale nikt mu nie odpowiedział. Ponownie zapukał i znów bez reakcji. Wszedł do środka. Wydawało się, że dom jest pusty. Kilka chwil później usłyszał głośne chrapanie. Poszedł w kierunku skąd dochodził ten dźwięk. W sypialni na łóżku zobaczył Jana. Leżał w ubraniu, w butach, a podłoga i pościel zabrudzona była wymiocinami, które wymieszane z alkoholowymi wyziewami śpiącego, śmierdziały dając poczucie obecności w pijackiej melinie. Zygmunt podszedł od tej strony, gdzie pościel była czysta i szturchnął Jana. Ten otworzył oczy i bardziej bełkocząc niż mówiąc stwierdził.

- A... to ty... No widzisz co się stało? – spojrzał na wyrzucone z żołądka resztki jedzenia. – Poczekaj... sprzątnę to... i się... – nie dokończył zdania, gdyż kolejna porcja wymiocin wylądowała na jego ubraniu i pościeli.

- Przepraszam bardzo... już mi lepiej... - dodał ocierając rękawem usta.

Zygmunt widząc, że nie ma z kim rozmawiać chciał wyjść. Jednak ponownie usłyszał głos właściciela coraz potężniej panoszącego się smrodu.

- Poczekaj... napijemy się... ja wiem... ty kochasz moją żonę... Wiem, wiem... ty ją kochasz... To sobie ją weź... Ja nie będę wam przeszkadzał... Kochajcie się...

Jan zsunął nogi z łóżka, usiadł na brzegu, zaparł się dłońmi o krawędź i znieruchomiał jakby zastanawiając się co tu zrobić, aby przyjąć pionową pozycję.

- Anka! – zabełkotał na całe gardło! – Anka...! – powtórzył nieco wyraźniej i znów znieruchomiał, by po chwili przypomnieć sobie: - Aaaa..., Anki nie ma... chora jest. Wiesz, że Anka jest chora? Poczekaj... napijemy się po małym... a potem... potem pojedziemy... pojedziemy ją odwiedzić...

Mówiąc „odwiedzić” zebrał w sobie wszystkie siły i wstał z łóżka. Z trudem utrzymywał równowagę, ale zdołał zrobić jeden krok. Gdy go uczynił poślizgnął się na wymiocinach, przechylił się w kierunku lustra przesuwanych drzwi garderoby. Rozbił je i odbijając się runął na podłogę uderzając głową o kant nocnej szafki.

z0940 (24 kB)

Widząc co się dzieje Zygmunt chciał podtrzymać pijanego, ale ten był za daleko i jedyne co zdążył, to wykonać kilka nieskoordynowanych ruchów. Teraz tylko stał owładnięty przerażeniem i przyglądał się jak wypływająca krew mieszała się na podłodze z wymiocinami.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +