UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział V

strona 62

- Wszystko już powiedziałem...

- Inni mówią zupełnie co innego.

- Jacy inni? – Zygmunt przestraszył się, że to nie jest żadna pomyłka z jego uwięzieniem, a jakaś intryga spreparowana przeciwko niemu.

- Dowiesz się w swoim czasie. Na razie skoro nie chcesz mówić, to idziesz na dołek. Posiedzisz, przemyślisz sprawę i zmiękniesz. Nie jesteś taki twardy, jak Ci się wydaje.

- Możecie mnie trzymać tylko 48 godzin, a potem...

- A potem – przerwał mu prokurator – dostaniesz sankcję na trzy miesiące i... Zastraszanie Zygmunta przez prokuratora przerwało pukanie do drzwi. Po chwili wszedł znajomy przesłuchiwanego.

- Przepraszam za spóźnienie... korki w mieście...

Gość najpierw przywitał się z urzędnikiem, potem kordialnie uściskał Zygmunta. Był to przyjaciel tego mężczyzny jeszcze z jednego podwórka, a obecnie uznany adwokat.

- To zaczynamy? – prokurator spytał retorycznie, a gdy nie usłyszał odpowiedzi spytał po raz kolejny. – Czy to pan pobił Annę Szulc?

W jego głosie nie było już agresji. Mówił spokojnie i bez napastliwości. Zygmunt opowiadał o zdarzeniach poprzednich dni, a adwokat nie miał żadnych uwag, ani porad dla swojego klienta. Gdy podpisał protokół ku jego zaskoczeniu usłyszał:

z0940 (24 kB)

- Teraz jest pan wolny. Proszę nie opuszczać miejsca zamieszkania, a gdyby musiał pan gdzieś wyjechać ma pan obowiązek powiadomić prokuraturę o miejscu pobytu.


Po wyjściu z budynku każdy z mężczyzn wsiadł do swojego samochodu i pojechali do mieszkania Zygmunta.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +