UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział V

strona 61

Zanim Zygmunt został poproszony przed oblicze prokuratora, by ponownie przedstawił swoją wersję wydarzeń dotyczącą pobicia Anny Szulc przesiedział samotnie w celi ponad 24 godziny. Pobyt w tym miejscu wydawał się być irracjonalny. Do tej pory więzienie było dla niego jedynie słowem, które było określeniem budynku z kratami w oknach. Teraz słowo to stało się rzeczywistością. Poznał czym jest brak możliwości decydowania o sobie i kreowania własnych poczynań. Te 24 godziny czegoś go nauczyły. Otóż zdał sobie sprawę, że życie potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Wczoraj był człowiekiem, któremu się dobrze powodziło, którego szanowali ludzie, który miał zdecydowaną wizję własnego losu. W jednej chwili z niezrozumiałych dla niego powodów stał się potencjalnym przestępcą, którego zapewnienia, że jest uczciwy były negowane, a co najmniej poddawane w wątpliwość.

- Dlaczego pobiłeś Annę Szulc?! – prokurator był opryskliwy i nie silił się na konwencjonalne „per pan”.

- Nikogo nie pobiłem. To jest jakieś nieporozumienie...

- Nieporozumienie? – prokurator nie miał wątpliwości. – Nieporozumieniem jest to, że się urodziłeś. Takich jak ty należałoby usypiać raz na zawsze.

- Pan jest prokuratorem? – Zygmunt spytał o oczywistą rzecz, ale jego rozmówca zignorował pytanie.

- No dobrze. Opowiedz jeszcze raz co robiłeś przedwczoraj i wczoraj.

- Wczoraj prosiłem o skontaktowanie mnie z moim adwokatem. Chciałbym, aby był obecny. Mam takie prawo?

- Niestety, tak. Masz takie prawo. Szkoda, że ja nie mam prawa skopać ci dupy... damski bokserze. Ale nie martw się. Postaram się, żeby cię zamknęli z takimi chłopcami, co ci nie tylko skopią tyłek, ale i przeorają jak pole po wykopkach.

z0940 (24 kB)

- Panie prokuratorze. Chciałem panu zwrócić uwagę, że mi się pan nie przedstawił. Chciałem wiedzieć na kogo będę składał skargę.

- Widzieli go! Skargę chce na mnie składać. Człowieku! Gdzie ty żyjesz! Ja mogę z tobą wszystko zrobić. Rozumiesz? Wszystko! Tutaj jesteś nikim! A składaj sobie tę skargę! Zaczniesz w końcu mówić jak było?

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +